piątek, 19 lutego 2016

Rozdział 26 - Droga ku poprawie

NIALL'S P.O.V.:

Gdy tylko mi to powiedziała, posłałem jej puste spojrzenie. W gardle siedziała mi gula, ale kiedy ją przełknąłem, tylko nieznacznie się posunęła. Powiedziała, że wciąż go kocha, ale nie jest w nim zakochana. To była różnica.
Unikała spojrzenia i mogłem zobaczyć, że jej ręce się trzęsły, gdy niecierpliwie czekała na moją odpowiedź. Przygryzłem wargę i pokiwałem głową, obgryzając skórki, uświadomiłem sobie wtedy, że brak mojej odpowiedzi prawdopodobnie doprowadza ją do szaleństwa.
- Okay. - powiedziałem w końcu.
- Okay? - spytała Avery. - To wszystko?
- Cóż, nie. - przyznałem. - Przepraszam, po prostu próbuję to sobie jakoś ułożyć w głowie. - Avery pokiwała głową, opierając się plecami o obitą materiałem ścianę, wyglądała uroczo pomimo tego co mi powiedziała. Niezależnie od tego co powiedziała, nie zanosiło się na to, że miałbym ją kochać mniej. Może ze względu na to co czuła w stosunku Jake'a. - Myślę, że rozumiem co masz na myśli. - westchnąłem, przygryzając wargę. - Wiem jak to jest być zakochanym po raz pierwszy. Chodziłem z dziewczyną o imieniu Tiffany, a ona skończyła to, zdradzając mnie. - to wspomnienie dalej w jakiś sposób mnie raniło, ale musiałem to w końcu powiedzieć.
- Nie wiedziałam. - powiedziała Avery cichym głosem. Wzruszyłem ramionami.
- Chociaż zdradziła mnie i zostawiła dla niego, wciąż ją kochałem. To nie była taka miłość jaką wyznajesz komuś przed ołtarzem, ale rodzaj smutnej miłości. Powodem są te wszystkie wspomnienia, wiesz? - westchnąłem, a oczy zaszły mi łzami. Potarłem je energicznie.
- To... dokładnie to co czuję. - przyznała Avery. - Nie jestem w nim zakochana, nie chcę do niego wracać, nigdy więcej go nie pokocham. Ale w tym samym czasie czuję, że nie mogę go zawieść. - przebiegła włosami przez zaplątane włosy, a później zakryła twarz dłońmi.
Sięgnąłem do niej, obejmując jej nadgarstki i odsuwając od twarzy. Chociaż nie miała na niej fizycznych ran czy blizn, widniał na niej ewidentny dowód bólu i zranienia. Wiedziałem, że cokolwiek Jake jej zrobił, zostawił ślad na jej psychice. Ta świadomość sprawiała, że byłem zły.
- Myślę, - zacząłem, oblizując usta. - że potrzebujemy konsultacji. Jakiś rodzaj terapii, żeby sobie z tym poradzić. - mogłem zobaczyć zmarszczki obawy na jej czole, ale zatrzymałem ją zanim cokolwiek mogła powiedzieć. - Pójdę z tobą i Amy. Będzie w porządku.
- Ja... - westchnęła Avery, zamykając swoje oczy. Zobaczyłem jak łza opuszcza jej lewe oko i szybko ją wytarłem. Nienawidziłem widzieć jak moja księżniczka cierpi. - Muszę chronić moją córkę. Powiem policji. Zrobię wszystko, żeby pomóc.
Na moją twarz zakradł się uśmiech i podpełzłem do niej, trzymając ją w ramionach. Próbowałem ją uciszyć, prawdopodobnie wciąż przerażoną i całowałem ją cały czas w czoło. Byłem dumny, że podjęła tą decyzję. To była droga ku poprawie.
- Dziękuję, kochanie, dziękuję, dziękuję. - wyszeptałem, całując ją po całej twarzy i dotykając swoim policzkiem jej podbródek. Zachichotała pomimo tego, że łzy ściekały po jej policzkach, mogłem powiedzieć, że czuła w pewnym sensie wolność.
- Wszystko. Będzie. Z. Tobą. W. Porządku. - powiedziałem pomiędzy pocałunkami. Odrzuciła głowę do tyłu i zaśmiała się, pociągając nosem i wycierając oczy.
- Będzie z nami w porządku. - zgodziła się Avery. - To dobrze. Teraz kiedy się na to zdecydowałam, musisz mi pomóc, żebym nie zmieniła zdania. Nie mam najmniejszego pozwolenia tego zrobić. - pokiwałem głową i założyłem swój mały palec o jej.
Zaśmiała się znowu, a ja uśmiechnąłem się do niej. Mógłbym ją całować cały czas w usta, więc nie wahałem się i pochyliłem, blokując nasze wargi. Wyczuwałem, że była zaskoczona, ale nie przestawałem. Pochylając się i całując ją, serce biło mi dziko w mojej klatce piersiowej, czułem, że wiatry zmieniają swój kierunek nad nami.
I to było przyjemne, bardzo przyjemne.
Zanim to wszystko mogło pójść dalej, usłyszałem płacz naszej małej dziewczynki, dochodzący z pokoju obok. Obserwowałem jak w Avery budzą się instynkty macierzyńskie i zanim w ogóle mogłem zejść z łóżka, i sprawdzić Aimee, ona była już poza pokojem. Uśmiechnąłem się, lekko skołowany po czym poszedłem za nią.
- Aw, Aimee. - uspokajała dziewczynkę Avery, trzymając ją. - Jest okay, nie jestem smutna. Zajmiemy się tym.
- Co się dzieje? - wyszeptałem, opierając się o futrynę.
- Posiusiała się na ubrania, muszę ją szybko umyć. - powiedziała Avery. - Można brać kąpiele, tu w tour busie? - spytała, biorąc nowe przebranie z torby na pieluchy.
- Uh, tak, z tyłu jest jacuzzi. - powiedziałem. - Chcesz, żebym się zajął, więc będziesz mogła się przespać? - Avery potrząsnęła głową.
- Nah, zajmę się tym. - powiedziała, kierując się na tyły. Poszedłem za nią, w razie gdyby nie wiedziała jak działa jacuzzi. Nie chcąc nikogo budzić, zamknąłem ostrożnie za nami drzwi i podążyłem za nimi do łazienki.
Avery położyła obok ręcznik i zdjęła brudne ubrania z Aimee, owijając ją nim. Aimee krzywiła się, wyglądała na niewiarygodnie śpiącą. Miała wydęte wargi i zaczęła się kołysać jakby na wpół spała.
- Zrobimy to szybko, okay, Słońce? - obiecała jej Avery. - Później możesz spać z mamusią i tatusiem. - słysząc te słowa poczułem się najszczęśliwszym żyjącym facetem. Aimee ledwo pokiwała, kiedy Avery próbowała schłodzić wodę do odpowiedniej dla dziewczynki temperatury.
- Upewnij się, że nie włączyłaś dyszy. - przypomniałem jej, siadając i obserwując. Avery związała swoje włosy w koczka i pokiwała głową po czym włożyła córkę do wanny, kiedy woda sięgała do jej brzuszka. Usiadłem na podłodze, oglądając jej ruchy.
- Jest gorąca. - mruknęła Aimee, a Avery podniosła ją trochę, tworząc w wannie pianę.
- Zbyt gorąca? - spytała.
- Nie. - dziewczynka potrząsnęła głową. - Dobra, mamusiu.
- Dobrze. - zachichotała Avery. - Prawie skończyłyśmy, okay? - Aimee ledwo pokiwała głową, kiedy jej mama ją myła. Byłem pod wrażeniem, że zajęło jej to zaledwie minuty. Założyłem, że robiła to wiele razy.
- Mogę ręcznik? - spytała mnie Avery. Pokiwałem i wręczyłem jej go. Wytarła ją i owinęła ciasno, więc nie będzie mogła poczuć zimna. Aimee zadrżała, przytulając się do mnie. Potarłem ją trochę, śpiesząc się, żeby móc ją przebrać w nowe ubrania.
Kilka sekund później, Avery miała już przygotowaną nową piżamę. Próbowałem pomóc nałożyć jej pieluchę, ale skończyło się na tym, że to Avery zrobiła większość. Była naprawdę dokładna, zupełnie jak taka mama zawodowiec. To było urocze, naprawdę.
- Jestem śpiąca. - trzylatka zaczęła się irytować. Uśmiechnąłem się i podniosłem ją, a w międzyczasie zaniosłem ją do naszego pokoju i pocierałem plecy.
- Możesz spać przy tacie. - powiedziałem jej, trzepiąc poduszkę. - Po prostu, ah, nie siusiaj na tatę, okay? - Aimee mrugnęła do mnie i zwinęła się na moim miejscu. - Hej, to miejsce taty! - znowu mrugnęła do mnie.
Zaśmiałem się i podniosłem ją, przesuwając na środek. Avery wróciła do łóżka i dołączyła do nas kilka minut później, na twarzy miała uśmiech, kiedy kładła się na materacu. Odwróciłem się, przysunąłem ją bliżej siebie i pocałowałem w policzek. Strasznie przyjemnie było trzymać w ramionach tak małą, słodką rzecz.
- Hej, Aimee. - wyszeptała Avery. - Pamiętasz Jake'a? - byłem zdziwiony, że zdecydowała się to wyciągnąć.
- Tata? - spytała. - Uh huh. - uniosła brwi.
- Wyjedzie na długi, długi czas. I nie będziemy musiały się go więcej bać. - dziewczynka pozostawała bez emocji, prawdopodobnie ze względu na to, że nie bardzo wiedziała co to nawet znaczy.
- I... - wypaliłem, zwilżając swoje usta. - jeśli twoja mama się na to zgodzi, chcę być twoim prawdziwym tatusiem. Będę musiał podpisać dużo dokumentów i wtedy naprawdę będziesz moją córką. - spojrzałem na nie obie.
- Okay! - wykrzyknęła, pewnie nie mając o tym w ogóle pojęcia.
- Porozmawiamy o tym. - powiedziała Avery, uśmiechając się do mnie. - To duża sprawa, Aimee, coś nad czym ja i Niall musimy usiąść i porozmawiać. Jak to brzmi?
- Dobrze. - zgodziła się, kładąc się na poduszce - mojej poduszce. Pozwoliłem jej, chociaż czułem brzeg łóżka. Wypuściłem głośno powietrze, myśląc o tym jak bardzo te wszystkie rzeczy się dzisiaj bardzo zmieniły. Wciąż jest tyle spraw, przez które musimy przejść, ale byliśmy rodziną i będziemy trzymać się razem. Ale to akurat było jasne.
Pomimo tego, że była piąta nad ranem, myślę, że spałem lepiej niż kiedykolwiek indziej.
Rano obudziłem się w zabałaganionym łóżku, razem z promieniami słońca, które przedzierały się przez zasłony. Wciąż byliśmy w ruchu, gdziekolwiek się znajdowaliśmy, ale dla mnie to nie było problemem. Byłem przyzwyczajony do podróżowania i lubiłem to.
- Myślę, że wstał! - wrzasnął Liam, zaglądając do pomieszczenia. - Już czas, stary.
- Która godzina? - zapytałem go pijacko.
- Prawie jedenasta. Jesteśmy gdzieś w Iowie, całkiem tu fajnie. - powiedział. - I Darcy wzięła się z własnej woli za robienie nam kanapek.
Wciąż ekstremalnie zmęczony, usiadłem na łóżku i rozciągnąłem się, przecierając oczy.
- Mogę pograć w jakieś gry na X-Boxie. - zdecydowałem. - Chcesz?
- Jasne, mogę pograć. Weźmiemy jeszcze jakieś dwie osoby i znajdziemy coś do pogrania. Później może obejrzymy jakiś film? Nie sądzę, żebyśmy w najbliższym czasie się zatrzymali. - przyznał Liam.
- Gdzie my w ogóle jedziemy? - spytałem. Chłopak wzruszył ramionami, a ja w końcu ruszyłem swój leniwy tyłek z łóżka. W korytarzu mogłem wyczuć zapach jedzenia. Zayn zauważył mnie i z uśmieszkiem pod nosem poklepał po plecach.
- Patrzcie państwo kto się w końcu obudził! - uśmiechnął się, a ja zaśmiałem się i założyłem spodnie, który wisiały mi na biodrach. Otworzyłem drzwi do głównego pokoju, gdzie Louis siedział przy stole i dawał Aimee kartonik soku. Wyraz mojej twarzy rozjaśnił się, kiedy ją zobaczyłem.
- Cześć, stary! - powiedział Harry z plastrem szynki między palcami. Darcy wyrwała mu go z ręki i położyła na chlebie, robiąc kanapkę.
- Harry, tęskniłem za tobą! - zaśmiałem się, trzymając go. Darcy wywróciła na nas oczy i wręczyła mi kanapkę oraz czerwony kubek z sodą w środku. Czułem się jakbym miał all inclusive w hotelu.
- Wybrałeś dobrą dziewczynę, Haz, jeśli będzie ci to robić codziennie! - zażartowałem, biorąc łyk sody i siadając na sofie. Darcy strzeliła mi spojrzenie, ale wiedziałem, że żartowała. To sprawiło, że zacząłem się śmiać jeszcze bardziej, a Harry zaczął poruszać zabawnie brwiami.
- Łazienka jest wolna! - usłyszałem głos Avery. Przeszła przez drzwi, wyglądała uroczo- miała na sobie niebieskie jeansy i koszulkę z Nike'a. Na głowie miała mały koczek, a na twarzy jasny makijaż, ale pomyślałem, że wygląda jak królowa. - Patrzcie kto zdecydował się pokazać. - zażartowała, siadając obok mnie z talerzem i kanapką. Spojrzała na Aimee i podeszła do niej z serwetką, żeby wytrzeć jej buzię. Louis pacnął ją po ręce.
- Odsuń się! - wrzasnął, wywołując chichot u małej. - Tyle się nią opiekujesz, jest moja! - on po prostu grał, żeby rozśmieszyć Aimee, co działało bardzo dobrze. Ja się tylko szczerzyłem, patrząc na nich.
- To moja praca, żeby się nią zajmować, Lou. - przypomniała mu Avery.
- Nie dzisiaj. - powiedział Louis. - Jeśli kiedykolwiek będę miał dzieci, będę potrzebował praktyki i dzisiaj jest ten dzień. - zaczął się kłócić. Avery westchnęła pokonana i usiadła z powrotem obok mnie.
- Spałaś dobrze, piękna? - spytałem ją, całując w czoło.
- Yep! Co z tobą, przystojniaku? - pocałowała mnie w policzek.
- Bardzo dobrze. - powiedziałem, opierając się. - Nie mogę uwierzyć, że jesteśmy w Iowie. To szalone! - dziewczyna pokiwała w zgodzie. Wyjąłem telefon z kieszeni i sprawdziłem twittera. - Muszę coś zatweetować.
Z drugiej strony pokoju usłyszałem prychnięcie Harry'ego.
- Jak co? 'Kocham Irlandię!' czy może 'Najlepsi fani na świecie!'?- zaczął się drażnić. Zachichotałem na to.
- Co z tobą? 'Nie miałbym nic przeciwko *poncho.' Co ich obchodzi twoje poncho, Harry? - przypomniał mu Zayn.
- Mówi facet, który nigdy nie tweetuje. - wytknął mu Liam. - A jeśli już to są to twoje selfies. - dodał. Zacząłem się śmiać coraz bardziej, praktycznie rechocząc. Nie mogłem nic poradzić, może mój śmiech nie był w tej chwili najatrakcyjniejszy, ale nie było co zmieniać.
- Oh, cześć wszystkim! - wykrzyknęła Darcy, przerywając nam. Kiedy oczy wszystkich były na niej, przełknęła ślinę. - Myślę, że Avery ma dla nas wszystkich ekscytującą wiadomość. Prawda, Avery?
Spojrzałem na nią i uniosłem brew. Co przegapiłem, kiedy spałem?
Dziewczyna zarumieniła się. Wiedziałem, że nie lubiła, gdy uwaga skupiała się na niej, ale skinęła głową. Wszyscy czekaliśmy, zastanawiając się co ma nam do powiedzenia. Wtedy przypomniałem sobie ostatnią noc.
- Cóż. - zaczęła Avery. - Po mojej rozmowie z Darcy, a później z Niallem, podjęłam decyzję. Jake zasługuje, żeby trafić do więzienia, a wtedy Aimee i ja nie musiałybyśmy się go obawiać. Więc, kiedy się zatrzymamy, Niall i ja znajdziemy najbliższy posterunek policji i złożymy zeznania.
Wszyscy zaczęli gwizdać i krzyczeć, co sprawiło, że zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Objąłem ją ramieniem i pocałowałem w policzek. Wyglądało na to, że wszystko było na swoim miejscu. 

*poncho - wierzchnie okrycie

_____________
Cześć wszystkim! Chciałabym tylko podziękować za ciepłe słowa i tutaj, i na twitterze. Bardzo się cieszę, że się Wam podoba. To chyba tyle... Szybko, krótko i na temat :D Do zobaczenia w następnym :) ♥

8 komentarzy:

  1. Super, dzieki ze tłumaczysz!
    Kocham to ff <3

    OdpowiedzUsuń
  2. boże jak ja to kocham! <e ogółem to najlepsze ff o Niall'u jakie czytałam a przekopałam sie przez ich ogromną ilość! mam nadzieję że będziesz tłumaczyc dalej bo nie mogę się doczekać aż przyskrzynią Jake'a. Czekam na następny rozdział! ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Już myślałam że się mlnie doczekam kolejnego mięsiąca ale tearz nie moge się doczekać kiedy będzie następny rozdział. Wkońcu się zdecydowała Avery iśc na policje. Brawo dla niej. Ja chce kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  4. Już myślałam że się mlnie doczekam kolejnego mięsiąca ale tearz nie moge się doczekać kiedy będzie następny rozdział. Wkońcu się zdecydowała Avery iśc na policje. Brawo dla niej. Ja chce kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń