sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział 31 - Lekarz

Niall's P.O.V.:

Współczułem rodzicom Ave, naprawdę. Nie powiedzieliśmy im o tych atakach, bo sądziliśmy, że to jednorazowy przypadek i nie oczekiwaliśmy, że zdarzy się jeszcze raz. Wyraz twarzy Toma, taty Avery, łamał serce. 
- Wszystko będzie dobrze. - zapewniłem go. - Lekarz przyjdzie tak szybko jak będzie mógł. - spojrzałem na Ave i Aim- Avery trzymała naszą córkę blisko swojej klatki, szepcąc do jej ucha uspokajające słowa. 
- Ile razy to się już wcześniej stało? - zapytał mnie Tom. Byliśmy po przeciwnej stronie pokoju, więc dziewczyny nie mogły nas usłyszeć. 
- Tylko raz. - przyznałem. - Sądziliśmy, że już więcej się nie powtórzy. 
- A powodem tego jest to, że chłopak Avery... - przerwał, chociaż chciał powiedzieć tego co mu się cisnęło na usta. Nienawidziłem myśli, że ktoś położył swoje łapy na tych dziewczynach, które były moim światem, moim wszystkim. 
- Bił je. - dokończyłem za niego. - To horrendalne. - pozwoliłem sobie to przywołać do myśli, myśląc o tym jak je bił. Były bezbronne i przez te wszystkie lata nie mogły się bronić. Pociągnąłem nosem, czując jak moje oczy wypełniają się łzami. 
- Jestem taki szczęśliwy, że cię ma. - powiedział Tom, zaskakując mnie. - I naprawdę... mogę powiedzieć, że wy dwoje naprawdę się kochacie. Jeśli miałbym wybierać kogoś dla mojej córki, byłbyś to ty. - moje serce się rozpłynęło. 
- Dlaczego? - spytałem. - Nie, że się nie zgadzam, ale chcę po prostu wiedzieć. - zarumieniłem się. 
- Widzę, że naprawdę dbasz o moją córkę i nie skrzywdziłbyś jej. Dla Aimee stałeś się kimś i pomogłeś jej. Wyglądasz jak jej ojciec i tak się zachowujesz. Jesteś idealny dla nich obu. - zaśmiał się Tom. - Masz moje błogosławieństwo. 
- Dziękuję. - powiedziałem. - Doceniam to. Ale teraz, nie sądzę, żebyśmy brali ślub. Chociaż chciałbym, żeby Aimee nosiła moje nazwisko, a nie Jake'a. 
- Mam nadzieję, że on pójdzie do więzienia. - potrząsnął głową Tom. - Jeśli morderstwo byłoby legalne, w tej chwili bym go zastrzelił. Tak swoją drogą, to zostaje między nami. - zaśmiałem się i pokiwałem głową. 
Nagle, ktoś zapukał do naszego hotelowego pokoju. Westchnąłem z ulgą, bo przyszedł już lekarz. To nie był ten sam doktor, ale miałem nadzieję, że nie będzie miał żadnych podejrzeń ani obaw co do Aimee. Mieliśmy na głowach tyle rzeczy i nie wiem, czy bym to zniósł. 
Tom podszedł do drzwi i do środka wszedł wysoki, szczupły mężczyzna z okularami na nosie. Miał rzadkie, kręcone włosy i wyglądał naprawdę jak kujon. Mogłem powiedzieć, że w sposób jaki się na mnie popatrzył, od razu mnie rozpoznał, ale próbował zachowywać się profesjonalnie. 
- Witam, jestem doktor Franklin. Przez telefon powiedział pan coś o atakach...? - przerwał, pewnie potrząsając moją ręką. Pokiwałem głową i spojrzałem na Aimee, która wciąż była w ramionach Avery. 
- Nasza córka ma ataki paniki i chcielibyśmy jakiejś pomocy. - poinformowałem go. - To już drugi raz i chcemy to zatrzymać. 
Doktor Franklin pokiwał głową i zapisał coś na podkładce, którą trzymał. Podszedł do Aimee, która popatrzyła na niego dużymi, wystraszonymi oczami. Uśmiechnął się do niej sympatycznie i usiadł obok na krześle. 
- To ty jesteś Aimee? - spytał cichym głosem. Pokiwała głową, a jej ręka zatrzęsła się gwałtownie. Kiwnął głową i spoglądając na dokumentację, spojrzał na Avery. - Mam tutaj informację, że wasza córka ma PTSD. Mogę wiedzieć co jest tego powodem? 
Avery popatrzyła na mnie, a ja uśmiechnąłem się, chcąc by poczuła się lepiej. Westchnęła i skinęła głową. 
- Obie byłyśmy w obelżywej sytuacji. - powiedziała Avery, próbując się zachować normalnie. Lekarz znów pokiwał i zapisał coś w swoim notatniku. 
- Co się stało? - zapytał, nagle bardzo zainteresowany sytuacją. 
- Mój były chłopak... Uh, krzywdził mnie i moją córkę. Ostatnio go zostawiłyśmy, ale poprzedni lekarz, którego widzieliśmy myśli, że Aimee ma formę PTSD... Wywołanego prawdopodobnie przez tą sytuację. - widziałem jak niekomfortowo jest jej o tym mówić, a ja wiedziałem, że nie byłem w stanie nic z tym zrobić, bo mnie tam nie było. 
- Rozumiem. - skinął doktor. - Cóż, tak, zakładam, że to może być powodem. Mamy kilka rzeczy, które mogą leczyć PTSD, ale zasugeruję zrobić przynajmniej jedną z nich. Zawsze są leki, które może wziąć, ale nie jestem pewien jaką powinna dostać dawkę, bo jest jeszcze zbyt mała. Istnieje również terapia, która może zadziałać bardzo dobrze, ale równie dobrze nie. Wszystko zależy od osoby.
- Co do leków. - wtrąciłem. - Będzie musiała je brać codziennie czy tylko w przypadku ataku? 
Doktor przygryzł górną wargę, zamyślając się. 
- To zależy. Są leki dostępne w obu przypadkach, ale znów musiałbym zobaczyć, które z nich będą dla niej najlepsze, ponieważ jest tak mała. Jak to brzmi, Aimee? Chcesz, żeby było lepiej?
Pokiwała głową, ze spuszczonym wzrokiem. Te ataki wysysały z niej całą energię. 
- Przepiszę wam leki, które powinny pomóc i może je brać codziennie, a także spiszę listę poradni, które polecam swoim pacjentom, zmagającym się z zaburzeniami lękowymi. Mogą być bardzo pomocne i zasadnicze dla uzdrowienia i przezwyciężenia tych przeszkód. - zaczął coś skrobać na papierze i mogłem powiedzieć, że Aimee sprzed ataku wraca. 
- Jak się czujesz, księżniczko? - spytałem, siadając obok niej i Avery na łóżku. Ziewnęła i uśmiechnęła się, podpełzając po czym zwinęła się na moich kolanach. 
- Jestem śpiąca, tatusiu. - wydęła wargi. 
- Wiem kochanie, możesz po tym spać. - obiecałem jej. - I pozwolę ci coś oglądać na Netflixie, okay? - wyglądało na to, że się cieszy i zaczęła się zachowywać jak ona. 
- Ile zwykle trwa atak? - Avery spytała doktora. 
- Od trzydziestu sekund do godzin, to zależy od osoby. Ale część leków i terapia powinny pomóc się pozbyć tych ataków paniki, więc miejmy nadzieję, że z tymi narzędziami wszystko zadziała. Może to zająć jakiś czas, ale zobaczycie efekty. Jeśli nie, skontaktujcie się ze mną. - wręczył nam receptę i swoją wizytówkę. 
- Dziękuję, doktorze. - uśmiechnąłem się, potrząsając jego ręką. 
- To dla mnie bardzo nieprofesjonalne, ale czy mógłbym dostać autograf? Moja córką jest wielką fanką. - zarumienił się. Zaśmiałem się i pokiwałem głową, biorąc jego podkładkę i długopis. 
- Dla kogo to? - spytałem.
- Uh... Robert. - zarumienił się jeszcze bardziej, a ja próbowałem się usilnie nie roześmiać. To było oczywiste, że autograf był dla niego, ale nie wytknąłem mu tego. Napisałem swoje imię i uśmiechnąłem się. Tom pokazał mu drogę do wyjścia, a ja usiadłem obok dziewczyn. 
- Jak się czujesz, Aim? - spytałem ją. Wzruszyła ramionami, raczkując do mnie. 
- Chcę pływać, tatusiu. - powiedziała. - Nie jestem już śpiąca, chcę pływać. W basenie. - widziałem jak z każdym słowem robi się coraz bardziej podekscytowana. To było trochę dziwne, zważając na to, że miała atak paniki, od którego powinna być zmęczona, a tymczasem wszystko było w porządku. 
- Jest środek nocy, słoneczko. - zaśmiała się Avery. 
- Ale ty pływałaś! - wykłócała się Aimee. Prawie zapomniałem- Avery i ja byliśmy przebrani w stroje na basen, a nasze włosy były mokre. Zostaliśmy złapani na gorącym uczynku i nie mogliśmy jej skłamać. Nie chciałem i nie chciałbym być dla niej złym przykładem. 
- Okay, Aimee, weźmiemy cię. Ale musisz być grzeczna, dobrze? - popatrzyłem na nią kątem oka, więc wiedziała, że jestem poważny. Pisnęła i zaczęła skakać po łóżku. - Gdzie jest jej strój? 
- Gdzieś wciśnięty w jej plecaku. - przyznała Avery. - Nie mogę uwierzyć, że zabieramy ją na basen w środku nocy. Oto przykład wspaniałego rodzicielstwa. - zażartowała. 
- Hej, jesteśmy fajnymi rodzicami! Wszyscy przyjaciele Aimee będą nas kochać, gdy będzie starsza. - przypomniałem jej, biorąc do ręki żółty kropkowany strój z plecaka dziewczynki. Musiałem przyznać- to była najbardziej urocza rzecz jaką kiedykolwiek widziałem. Stawałem się mięczakiem. 
Avery szybko przebrała Aimee w strój, a ja chwyciłem jej ręcznik, kiedy trzeba będzie ją wytrzeć. Miałem nadzieję, że reszta dalej tam będzie, bo Harry chciał nauczyć małą pływania. 
- Chodź, idziemy pływać! - ogłosiłem, próbując odwrócić uwagę Aimee od tego krótkiego epizodu, który właśnie mieliśmy. I wiedziałem, że Avery myśli o tym samym, bo to był jedyny powód, dla którego zgodziła się ją zabrać na basen. Po prostu chcieliśmy, żeby poczuła się lepiej. 
- Będę rybką. - powiedziała mi Aimee, gdy trzymałem ją ciasno. Wchodziliśmy po schodach i znów owionęło nas zimne powietrze. Zobaczyłem, że chłopcy machają do nas i chwyciłem dłoń Avery jedną ręką, a drugą dalej trzymałem trzylatkę. 
- Oto i jest! - wykrzyknął Louis, wyskakując z basenu, żeby do nas podejść. Chciał szybko zabrać Aimee ode mnie, ale mu nie pozwoliłem. Zdenerwowałem się, bo byliśmy blisko basenu- nie umiała pływać. 
- Daj spokój, stary. - zachichotał. 
- Potrzymam ją teraz. - powiedziałem, niezręcznie drapiąc się po karku. - Właśnie miała jeden ze swoich ataków i wolałbym być ostrożny. 
- A po drugie. - powiedziała Avery, stając obok mnie. - Myślę, że na razie zostaniemy przy brzegu. - zaśmiała się lekko. Aimee sięgnęła do swojej mamy i pozwoliłem dziewczynie ją zabrać, a Louis patrzył na nas z uniesionymi brwiami. Nie zrozumiesz obawy rodziców, dopóki sam nie staniesz się jednym z nich. 
- Patrzcie, kto tu jest! - powiedział z daleka Harry. Jego włosy były mokre, co oznaczało, że nie opadały już tak luźno i były przyklejone do twarzy. Zawsze je u niego lubiłem, przypominały mi o czasach X-Factora kilka lat temu. 
- Mamusiu, chcę pływać! - jęknęła Aimee. Obserwowałem jak Avery bierze córkę na brzeg i wchodzą do ciepłej wody. Cały czas była z nią ostrożna, trzymając jej rękę cały czas, a gdy weszły do wody objęła jej całe ciało. Wiedziałem, że będzie się nią opiekować jak najlepiej. 
- Jesteś pokonany. Nie przez twoją dziewczyną, ale przez tą małą dziewczynkę, tatusiu. - zachichotał Louis, wciąż stojąc obok mnie. Wyszczerzył się i położył swoje ręce na biodrach, patrzyliśmy jak dziewczyny dołączają do Darcy. 
- Rodzicielstwo mnie zepsuło, stary. - zaśmiałem się, potrząsając głową. 
- Myślę, że jesteś wspaniałym tatą. - zadumał się Louis. - Widzę jak o nią dbasz. Właściwie, prawie jak Avery. A ona robi bardzo dużo dla tej dziewczynki, więc tak. - uśmiechnąłem się. 
- Po prostu chcę im to zrekompensować, wiesz? Wszystkie te lata były krzywdzone przez Jake'a i czuję, że to moja praca. Dlatego zamierzam to zrobić. - obiecałem mu. - Spróbujemy i złożymy dokumenty, żeby Aimee mogła nosić moje nazwisko. 
- Naprawdę? - spytał, podnosząc swoją brew. - A myślisz, że co pomyślą sobie fani? Nie znają nawet Avery, zostaw Aimee w spokoju. 
- Liczę się z tym, że część z nich będzie zła, ale mam nadzieję, że zrozumieją. - posłałem mu uśmiech. - Nigdy nie byłem w poważnym związku i mam nadzieję, że będą dla nich mili. - samo myślenie o tym stresowało mnie, nigdy nie poświęcałem tyle czasu temu tematowi. 
- Więc. - westchnął Louis. - Co się tam stało? 
- Miała kolejny atak paniki. - powiedziałem, siadając na brzegu basenu. Chłopak usiadł obok mnie i zanurzył nogi w wodzie. - To drugi raz, więc wezwaliśmy lekarza i dał nam leki lub coś. - to było dla mnie trochę dezorientujące. - Pójdzie też na terapię. 
- Wygląda na poważne. - przyznał Louis. - Dobrze, że ma ciebie i Avery. - oparł się na swoich łokciach, kiedy ja obserwowałem jak Harry uczy trzylatkę pływania. Z daleka widziałem, że i tak trzyma się ręki swojej mamy. 
- W końcu wszystko się ułoży. - powiedziałem. 
- Wierzę w ciebie, kumplu. - pokiwał głową. 
- Tatusiu, popatrz na mnie! - pisnęła dziewczynka, kopiąc nogami w wodę. Zaśmiałem się i oboje z Louisem zaklaskaliśmy, gdy trzymała się wytatuowanego ramienia Harry'ego. Znałem je od jakichś trzech miesięcy i już były dla mnie jak bliska rodzina. Cholera, one były dla mnie teraz bliską rodziną.
- Uważaj tylko na paparazzi. - powiedział Louis, wyrywając mnie z przemyśleń. - Mogą być brutalni, gdy dowiedzą się, że jesteś w związku, a jeśli odkryją, że jest w to zamieszane także dziecko staną się źli. - potrząsnął głową. Nie myślałem o tym wcześniej. Naprawdę musiałem chronić ich tożsamość gdziekolwiek byśmy poszli. 
- Dzięki, Lou. - powiedziałem, klepiąc jego kolano. - Nie wiem co bym bez ciebie zrobił. 
- Prawdopodobnie byś zginął. - odpowiedział dosadnie, sprawiając, że oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Czułem, że zawsze mogę do niego pójść- czy pożartować czy poprosić o radę. Teraz po tej rozmowie poczułem się znacznie lepiej. Miałem tylko nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. 
Nagle, zobaczyłem Sama wbiegającego na dach. Miał na sobie szorty, a jego twarz wyrażała zaniepokojenie. Co poszło nie tak? Modliłem się tylko, żeby nic się nie stało, teraz, gdy wszystko się uspokajało. 
- Uwaga wszyscy, w wiadomościach mówią o Kate Winters!  

7 komentarzy:

  1. Superr ! W końcu next ! Rozdział super <3 Laura

    OdpowiedzUsuń
  2. Super już nie moge się doczekać kolejnego:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super już nie moge się doczekać kolejnego:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. O cholera! Ale się dzieje! Niecierpliwie czekam na nexta :) Zajebiście tłumaczysz :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzieje się ! Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział ! :D pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń