niedziela, 1 maja 2016

Rozdział 33 - Komisariat policji


Niall's P.O.V.:


- Wszystko będzie w porządku, kochanie. - obiecałem Avery, pocierając koła na jej plecach. Pokiwała głową i wypuściła powietrze, ale wiedziałem, że nie słucha mnie. 
- Chciałabym już pójść z tym wszystkim naprzód. - powiedziała. 
- Wiem, wiem. - przygryzłem wargę. - Pójdzie szybciej niż ci się zdaje, okay? Będę tam cały czas. 
Właśnie siedzieliśmy na tyle wynajętego, czarnego samochodu, którym Sam zawoził nas na komisariat policji. Po tych wszystkich latach nadszedł czas, żeby Avery mogła zaznać sprawiedliwości i byłem z niej nieprawdopodobnie dumny.
- Jeszcze jakieś pięć minut i będziemy na miejscu. - powiedział Sam, patrząc na mnie we wstecznym lusterku. Kiwnąłem mu lekko i odwróciłem się do mojej roztrzęsionej dziewczyny. 
- Co jeśli pomyślą, że kłamię? - wyraziła na głos swoją obawę. 
- Nie pomyślą. - obiecałem. - Myśl racjonalnie, uwierzą tobie, a nie jemu. 
- A jeśli zechce pełnej opieki nad Aimee?
- Nigdy mu jej nie dadzą. Daj spokój, Ave, znają jego nazwisko i wiedzą, że jest powiązany z Kate Winters. Siedzi w narkotykach, krzywdzi niewinnych ludzi i nie ma mowy, żeby Aimee z nim została. - znów ją zapewniłem. 
- A jak zachcą jakichś dowodów? - zadała mi pytanie, zaciskając swoją pięść. 
- Masz bliznę, która to udowadnia i jestem pewien, że jest ich więcej. - ostatnie słów ledwo przeszły mi przez gardło. 
- Co jeśli im ich nie będę chciała pokazać? - w głowie miała za dużo czarnych scenariuszy, które według niej hipotetycznie mogły się wydarzyć, bo nie myślała racjonalnie. Chociaż rozumiałem i stając w jej sytuacji to musiało być ciężkie. - A jak będą chcieli przesłuchać Aimee? - zaczęła panikować. Westchnąłem i odwróciłem się do niej całym ciałem i przytrzymałem jej twarz, więc siłą rzeczy została zmuszona, żeby na mnie popatrzeć. 
- Nic złego się nie stanie. Obiecuję ci to, okay? - powiedziałem, próbując nie patrzeć na jej kuszące usta, bo przed nami siedział Sam. Zamknęła oczy i pokiwała głową, biorąc głębokie wdechy. Nie zamierzałem jej się do tego przyznać, ale ja też się bałem tego co się stanie. 
- Przepraszam. - przeprosiła, rumieniąc się lekko. - Po prostu od lat wyobrażałam sobie ten dzień, a to co się właśnie dzieje... jest przerażające. Dobre, ale przerażające. 
- Czasami mała doza strachu nie jest złą rzeczą. - przypomniałem jej. 
- Kiedy to się skończy, będę szczęśliwa, że to zrobiłam. Muszę się do tego przyzwyczaić i będzie ze mną w porządku. - powiedziała Avery, dodając samej sobie trochę odwagi. 
- Dokładnie. - odparłem. - I ty, Aimee, ja- wszyscy, naprawdę, nie będziemy się musieli bać. Będziemy bezpieczni od Jake'a i Kate. - nienawidziłem wypowiadać ich imion. 
- Jesteśmy. - ogłosił Sam, zakręcając ostro w lewo i parkując na miejscu przed małym komisariatem. Spojrzałem na Avery, a jej twarz była blada i wciąż zaciskała pięść. Podniosłem jej rękę i pocałowałem tył dłoni. - Hej, Avery? - odezwał się Sam z fotela kierowcy. 
- T-tak? - spytała się. 
- Wierzę w ciebie. Wszyscy wierzymy.

Musiałem przyznać, że komisariaty były onieśmielające. Policjanci mieli przy sobie paski z całym arsenałem i przez chwilę poczułem się winny, chociaż nie zrobiłem nic złego. 
Sam rozmawiał w recepcji z jakąś kobietą przyciszonym tonem, a ja i Avery siedzieliśmy razem na twardych, plastikowych krzesłach w poczekalni. Obok był stolik, na którym leżały magazyny i znalazłem nawet jeden, gdzie na okładce było moje zdjęcie, ale nawet nie zawracałem sobie głowy tym, żeby zobaczyć co myślą o mnie ludzie. 
- Mam nadzieję, że osoba, z którą będziemy rozmawiać będzie miła. - powiedziała Avery, żując nerwowo swoją wargę. 
- Jestem pewny, że tak będzie. - odpowiedziałem. - W końcu, jestem Niall Horan. Zażartowałem, próbując ją rozweselić. Udało mi się, a nawet zachichotała. Naprawdę chciałem wiedzieć o czym Sam rozmawia z tą kobietą, więc pochyliłem się- ale na próżno. 
Kilka sekund później dołączył do nas i uśmiechnął się. 
- Zaraz przyjdzie prywatny śledczy i porozmawia z wami. - powiedział. Kiwnąłem mu lekko głową i trzymając dłoń Avery, i pocierając ją kciukiem, zastanawiałem się co reszta robi w hotelu, bo chciałem być z nimi, ale tak samo wiedziałem, że muszę być przy niej. 
- Nigdy nie byłem na policji. - powiedziałem, przełamując ciszę i próbując odwrócić uwagę Avery od myśli. - Myślałem, że wszyscy będą tu jedli pączki. - popatrzyłem na Sama, który strzelił mi spojrzenie.
- To nie wszystko co robimy, Niall. - odpowiedział trochę zirytowany. - Jemy również babeczki. - Avery się zaśmiała i uświadomiłem sobie, że on też próbował odwrócić jej uwagę. 
- Myślisz, że dadzą nam pączki? - spytałem, grając dalej. 
- Kto wie, dzieciaku. - zaśmiał się Sam. - Może, jeśli będziesz miał szczęście. 
- Słodko. - zarechotałem. Spojrzałem na Avery, ale ona miała odwrócony wzrok, patrząc się na coś poza poczekalnią. - Jesteś dzielną kobietą, kochanie. Będę z tobą przez cały czas. 
- Wiem, tylko-
- Witam, panna Holmes i pan Horan? - przerwał nam głos. Popatrzyłem górę i zobaczyłem raczej szczupłego, wręcz wychudłego mężczyznę z okularami na nosie i zaczesaną grzywką. Miał na sobie spodnie w kolorze khaki, koszulkę z guzikami i miał około czterdziestu lat. 
- To my. - powiedziałem, potrząsając jego dłonią. 
- Proszę za mną, chciałbym z wami krótko porozmawiać. Uśmiechnął się ciepło do Avery i oboje poszliśmy za nim do pokoju w rogu korytarza, gdzie opowiemy o wszystkim sekretach z przeszłości Avery. 
Zanim tam weszliśmy popatrzyłem na nią i się uśmiechnęła. Nie mogłem uwierzyć, że ktoś nam w końcu pomoże. Najdziwniejsze było to, że się tu znaleźliśmy, jakby kilka miesięcy temu nie byliśmy w stanie znaleźć tu drogi. 
- Proszę, zajmijcie miejsca. - powiedział śledczy. Usiadłem na skórzanej kanapie, a Avery obok mnie, wciąż ściskając moją rękę jakby od tego zależało całe jej życie. - Nazywam się Smith i jestem tutaj prywatnym śledczym. Pracowałem nad wieloma sprawami, więc jestem pewny, że wasza nie będzie dla mnie zaskoczeniem i będę mógł pomóc. A teraz, możecie powiedzieć co przyszliście zgłosić?
- Uh, chodzi o mojego byłego chłopaka. - odpowiedziała przerażonym tonem. - Jake'a Yodera. - pan Smith uniósł brwi i spoglądał to na mnie, to na Avery. 
- Chodzi o wspólnika Kate Winters czy to po prostu zbieg okoliczności? - zapytał. 
- To on. - odparła dziewczyna, przygryzając swoją wargę. 
- W porządku. - pokiwał głową, zapisawszy coś na podkładce, którą miał przed sobą. - Proszę kontynuować. 
- Cóż, um, byłam z nim przez kilka ostatnich lat. - zaczęła Avery, odkaszlując zaległości w gardle. - Przez ostatnie trzy lata byłyśmy w okropnej sytuacji. Ja i moja trzyletnia córka. - widziałem, że próbowała zwalczyć łzy, a wszystkim co ja chciałem zrobić to chwycić jej twarz i pocałować. 
- Zgłaszała to pani wcześniej? - spytał Smith. 
- Nie, proszę pana. - odpowiedziała. - Zostawiłam go jakieś trzy miesiące temu. Wtedy też poznałam Nialla, który mi pomógł. - wymamrotała. Uśmiechnąłem się, gdy popatrzyła na mnie przez krótką chwilę. Śledczy pokiwał i zapisał coś na kartce papieru. 
- Mówiąc, że byłyście w okropnej sytuacji, co ma pani na myśli? Bicie, znęcanie się...? - przerwał, pozwalając przemówić Avery. Czułem w brzuchu uścisk i miałem ochotę wybiec z tego pokoju. Nienawidziłem faktu, że ktoś krzywdził niewinnych ludzi, a w szczególności niewinnych ludzi, których kochałem. 
- Bicie. - odpowiedziała łamiącym głosem. - Były naprawdę silne. 
- Jak silne? - wtrącił Smith. W pewnym momencie, nawet nie chciałem słyszeć co Avery zamierza powiedzieć. 
- Prawdopodobnie jedną z najgorszych- - dziewczyna podniosła swoją koszulkę, ukazując bliznę. - -jest ta. Rzucił lampą i odłamek szkła przeciął mój brzuch. Był alkoholikiem. - widziałem jak łzy spływają po jej policzkach, a ja chciałem je scałować. 
- Jak często pił?
- Każdej nocy. - odpowiedziała, szybko wycierając mokre ślady. 
- Krzywdził panią, gdy był trzeźwy? 
- Tak, ale nie tak często, gdy był pod wpływem. - odparła naprędce, a nowe łzy znów zaczęły ściekać po jej czerwonych policzkach. 
- Czy pani córka- jest jego?
- Tak, to jego córka. 
- Co najgorszego jej wyrządził?
- Bił ją. Próbowałam być przy niej tak często jak mogłam, więc mogłam temu zapobiec. Naprawdę próbowałam, ale kiedy nie było mnie obok niej on- - zaczęła płakać jeszcze mocniej i dodatkowo zaczęła się trząść. - Przepraszam, przepraszam. - zaczęła powtarzać w kółko i w kółko. 
- Nie musi pani za nic przepraszać. - zapewnił ją śledczy. - Wie pani, gdzie teraz znajduje się Jake Yoder? 
- Szuka mnie. - przyznała Avery. - Szuka i mnie, i Aimee, a my się przed nim ukrywamy. Mamy za sobą zespół ochroniarzy, ale chcieliśmy powiedzieć to policji i chcieliśmy jego aresztowania. - wyjaśniła, nie zwracając uwagi na swój wygląd. 
- Rozumiem, rozumiem... - powiedział Smith. - Więc chcielibyście wnieść sprawę. Powiem wam, że taka sprawa nadaje się do sądu i musiałaby pani stawić czoła panu Yoderowi na sali sądowej. Czy to możliwe? 
Avery wahała się przez chwilę, ale pokiwała w końcu głową. Oboje wiedzieliśmy, że to jest czynnik, który będzie w stanie ochronić jej córkę. Byłem w stanie zrobić dla niej wiele rzeczy, ale teraz wszystko było w jej rękach. 
- Myślała pani o skontaktowaniu się z prawnikiem? - spytał. - Mogę dać listę dobrych prawników, ale myślę, że nie będzie potrzeby mieszać takowego, by wygrać tę sprawę. - przyznał. - W międzyczasie, zrobimy wszystko, by wyśledzić pana Yodera, jak i pannę Winters. Tak mi przykro, że to się stało. - wyraził swoje współczucie. Uśmiechnęła się z wdzięcznością. 
- Jak długo zajmie proces skazania go na wyrok? - spytałem, w końcu się odzywając. 
- To zależy. Gdy tylko go znajdziemy, zostanie osadzony w areszcie za pomaganie pannie Winters, a także zostanie tam do dnia procesu. Jednak po tym, nie wiem jak długo będzie się odbywała jego kara. To zależy od świadków, obrońcy pana Yodera, ale zarówno od samego sędziego. 
- A jak długiego wyroku możemy się spodziewać? - zapytałem znowu. 
- W sprawach z pobiciem, wyrok wynosi od sześciu miesięcy do dziesięciu lat. W tym przypadku, mamy do czynienia z dzieckiem, więc za to jest około ośmiu lat. Jednak wiemy, że współpracuje z morderczynią, a za to może pójść do więzienia nawet na dwadzieścia lat. - zalała mnie fala ulgi, a Avery z nagła zaczęła płakać. 
- Dziękuję bardzo. - powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy. - Tak bardzo, bardzo, bardzo dziękuję. 
- Ciężko było jej tu przyjść i o tym opowiedzieć. - poinformowałem Smitha. - Ale myślę, że teraz uświadomi sobie, że nie musi się już tak bać. - uśmiechnąłem się, przytulając Avery ciasno do swojej klatki i czułem jej łzy, u mnie samego oczy zaczęły się wypełniać łzami. 
- To powszechna rzecz w tego typu sprawach. Ofiary czują, że nie mogą o tym nikomu powiedzieć, bo skupiają się na swoim bezpieczeństwie i swoich bliskich. Ale bardzo się cieszę, że tu przyszliście, to odważne. To przyjemność wam pomóc. - powiedział. - Jeśli chcielibyście użyć mnie jako swojego prawnika , pomogę wam. Dam wam swoją wizytówkę, ale jeśli weźmiecie kogoś innego, nie będę czuł się urażony. 
- To byłoby wspaniałe. - powiedziała Avery, kiwając głową. - Jak dużo pan pobiera pieniędzy?
Śledczy uśmiechnął się i uniósł swoje ręce do góry. 
- Pracowałem już z ludźmi w podobnej sytuacji. Widziałem już rodzaj tego terroru i wiem, że nie musi się pani obawiać o finanse. 
- Pokryję to. - wskoczyłem w słowo. 
- Niall, w porządku, znajdę sposób- - zaczęła Avery. 
- Mam dużo pieniędzy, kochanie. - powiedziałem, całując jej policzek. - Rozumiem, panie Smith. - pokiwał głową i uśmiechnął się, podając mi swoją wizytówkę, którą włożyłem do tylnej kieszeni swoich jeansów. Nie mogłem przestać się uśmiechać, byłem bardziej niż szczęśliwy. 
- Jeśli będą jacyś świadkowie, którzy mogą zeznawać to to może okazać się bardzo pomocne. Świadkowie są zawsze bonusem, chociaż jestem pewny, że to wygramy. - powiedział. Zrobiłem sobie w myślach notkę, ale teraz chciałem jedynie pocałować Avery, wrócić do hotelu i świętować, trzymając Aimee w swoich ramionach. - Czy chcielibyście się spotkać w przyszłym tygodniu? Mógłbym was poinformować o postępie sprawy. - powiedział Smith, wręczając Avery kartkę, na której zapisał swój adres e-mailowy. - Wiem także, że macie swoich ochroniarzy, ale czy jest coś co moglibyśmy wam zapewnić do bezpieczeństwa na ten czas? - dopytał. 
- Może pan porozmawiać z moim ochroniarzem, Samem, jest w poczekalni. - powiedziałem. Chciałby pan z nim porozmawiać? - spytałem, poprawiając się na siedzeniu. 
- To byłoby wspaniałe. - uśmiechnął się Smith. - Cieszę się, że mogę być wam pomocny. 
- Ale równie dobrze w przyszłym tygodniu może nas nie być w mieście. - odezwała się Avery, przypominając mi. 
- Możemy porozmawiać przez Skype'a. - odpowiedział,  jakby to nie był żaden problem. Avery pokiwała, szczerząc się tak jak ja. Pewnie wyglądaliśmy jak dwójka idiotów, ale za bardzo się cieszyliśmy. 
- Nie mogę się doczekać powiedzieć tego Aimee. - przyznała Avery. Spojrzałem na Smitha, który miał skupioną twarz. Zmarszczyłem brwi, usiłując się domyślić o co mogło chodzić. 
- Panno Holmes... Ostrzegę panią. - zaczął, odchrząkując. - Mogą być ludzie, tacy jak na przykład prawnicy pana Yodera, którzy będą chcieli panią ściągnąć na dół. - dziewczyna zmarszczyła brwi, identycznie jak ja. 
- Co pan ma na myśli? - spytała. Śledczy westchnął. 
- To co mówię to to, że niezależnie od tego jak bardzo będzie pani walczyć o swoją córkę przed swoim byłym chłopakiem to czasem się nie udaje. Mogą być ludzie... - westchnął, nie patrząc na nas. 
- Jacy ludzie? - zapytałem, trzymając ciasno rękę Avery. 
- Mogą być ludzie według, których pani córka powinna zostać oddana do rodziny zastępczej. 

3 komentarze:

  1. Dziękuje za tłumaczenie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże wkońcu powiedzieli wszystko policji. Już nie moge doczekać się kolejnego rozdziału:-) ekstra rozdział

    OdpowiedzUsuń
  3. O MÓJ BOŻE - INACZEJ TEGO OKREŚLIĆ NIE MOGĘ
    CZEKAM NA NEXTA

    OdpowiedzUsuń