piątek, 15 lipca 2016

Rozdział 37 - Rozstanie

Avery's P.O.V.:

Biegłam korytarzem, próbując znaleźć Nialla, który gdzieś uciekł. Jak na chłopaka, który dużo jadł, całkiem szybko biegał.
- Niall! - zawołałam w pustą przestrzeń. To było jasne, że go tu nie było, ale w takim razie, gdzie się znajdował? Wciąż nie mogłam uwierzyć, że pozwoliłam dotknąć i pocałować się Marcusowi, i samo myślenie o tym wywoływało u mnie nieprzyjemne dreszcze. Wytarłam usta rękawem i praktycznie zaatakowałam resztę korytarza.
Powinnam sprawdzić każde drzwi? Uniosłam brwi i zaczęłam szarpać za drzwi, ale większość z nich była zamknięta. Nikogo w nich nie było, odkąd wynajęliśmy całe piętro. Przechodziłam obok każdego pokoju z nadzieją, że okażą się otwarte.
W końcu, udało mi się. Otworzyłam duże, drewniane drzwi do środka, które ukazały duży balkon, dużo większy niż ten w Nowym Jorku. Na nim był grill i jacuzzi, jednak mniejsze niż to na dachu.
- Niall. - westchnęłam, widząc go siedzącego na podłodze. Siedział po turecku, przytulając swoje kolana i chowając twarz. - Niall, proszę... Nie wiedziałam...
- Po prostu to zostaw. - splunął. - Dlaczego to zawsze dzieje się właśnie mnie?
- Nie rozumiesz. - kłóciłam się z trzęsącym głosem. - Źle to wszystko zrozumiałeś, daj mi wyjaśnić.
Usłyszałam jak odrzuca głowę do tyłu i śmieje się gorzko ze mnie, przez co poczułam się okropnie. Byłam przerażona tym, że mi nigdy już nie wybaczy. Bałam się, że będziemy musiały odejść i on nie pojawi się już w moim życiu. Jakie niby miałoby być moje życie bez Nialla?
- Zabawne. - powiedział Niall. - Dokładnie to samo powiedziała mi Tiffany, gdy ją przyłapałem na zdradzaniu. Chciała wyjaśnić, powiedzieć jak bardzo jest jej przykro, wszystkie te chrzanione gówna. - jego słowa raniły bardziej niż żądła stu pszczół.
- Ale ja nią nie jestem, Niall! Właśnie o to chodzi, nie jestem nią! - praktycznie wrzeszczałam.
- Jak możesz to mówić? - powiedział, wstając i czerwieniejąc na twarzy ze złości. - Jak możesz to mówić, gdy zrobiłaś dokładnie to co zrobiła ona? A wiesz co jest najgorsze? Doskonale masz tego świadomość! Już przeszedłem przez to, a ty wciąż mnie ranisz!
Łzy ściekały po mojej twarzy i szybko je wytarłam, nie chcąc pokazywać swojej słabości.
- Pozwolisz mi to wyjaśnić? - spytałam, brzmiąc absolutnie patetycznie z trzęsącymi ramionami i pociągającym nosem jak u czterolatki. Niall przeczesał swoje włosy palcami i nawet na mnie nie spojrzał. Wiedziałam, że płakał, bo jego oczy były załzawione.
- Nie. - zdecydował w końcu. - Nie, sądzę że najlepiej będzie, jeśli jedno z nas odejdzie. - moja szczęka opadła- on naprawdę zamierzał to zrobić?
- O-okay. - powiedziałam, nogi miałam jak z waty i przez chwilę bałam się, że upadnę.
- Zostanę w tour busie. - zdecydował. Nie mogłam uwierzyć, że po mojej rzekomej zdradzie, on wyrażał chęć zostawienia mi pokoju. Potrząsnęłam szybko głową.
- Nie, ja tam pójdę. Poproszę Olivera, żeby został ze mną i Aimee. - powiedziałam pewnie. Jego źrenice się rozszerzyły, gdy usłyszał imię mojej córki
- Chcę ją zatrzymać ze sobą. - zaczął się wykłócać.
- Prawnie jest moja. - powiedziałam. - I zostaje przy mnie, nie zmienię swojego zdania. - łzy dotarły aż do mojego podbródka i stałam przed nim jakbym weszła w oko huraganu, a on właściwie nie pokazywał żadnych emocji.
- I jakby nie patrzeć masz córkę! Dlaczego zdradziłaś kogoś kto zrobił dla ciebie tak wiele? Zatrudniam ochroniarzy, którzy będę chronili ciebie i twoją córkę, a ty mnie zdradzasz! Masz na górze trzyletnią córkę! - zaczął krzyczeć, co wprawiło mnie w drganie. Wspomnienia o Jake'u wróciły do mojej pamięci, wywołując u mnie panikę.
- Nie zdradziłam cię. - wydukałam. - Byłam plecami do drzwi, myślałam, że to t-
- Lepiej nic już nie mów. - podniósł rękę. Nie zdawałam sobie wtedy z tego sprawy, ale on chciał nią tylko machnąć. Wstrzymałam powietrze i stchórzyłam, sądząc że zamierza mnie uderzyć. Sekundę później, on też zdał sobie sprawę z tego miał niby zrobić i jego wyraz twarzy złagodniał.
- Ja... - przerwał, drapiąc się po karku.
- Nie kochasz mnie. - skończyłam za niego. - Oczywiście, że tak nie jest, bo kiedy dwójka ludzi jest zakochana w sobie i naprawdę się kocha, ufają sobie. Nie ma zaufania, nie ma miłości. - jeszcze chwila, a wybuchłabym niepohamowanym płaczem. - Pójdę spakować swoje rzeczy.
Odwróciłam się i opuściłam patio, i tak szybko jak straciłam go z widoku, zaczęłam szlochać. Oparłam się o ścianę korytarza, trzymając się za klatkę piersiową, gdy moim ciałem za każdym razem wstrząsał szloch. Nigdy wcześniej w swoim życiu nie czułam się tak niechciana.
Po kilku minutach siedzenia, użalania się nad sobą i płakania, poczułam na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Podniosłam głowę i zobaczyłam Harry'ego unoszącego na mnie brwi. Miał na sobie ciasne, czarne jeansy, ciemnozieloną koszulkę i bandanę na głowie.
- Co się dzieje, skarbie? - spytał, siadając obok mnie i obejmując mnie ramieniem. - Słyszałem krzyki. - pociągnęłam nosem, zażenowana że widzi mnie w takim stanie.
- Ja-ja- - musiałam przestać, bo dostałam napadu czkawki. - Sprzątałam w s-sypialni i byłam o-odwrócona do drzwi, i myślałam, że to b-był Niall! - zapłakałam, prawie wpadając w histerię. Szczerze powiedziawszy, współczułam Harry'emu, bo musiał się czuć trochę niezręcznie.
- Kogo wzięłaś za Nialla? - spytał, pocierając moje plecy.
- Marcus zaczął mnie całować, a ja myślałam, że to Niall. - udało mi się powiedzieć. - I-i Niall wszedł akurat w momencie, gdy on mnie całował, i-i ja byłam odwrócona plecami, więc nie widziałam, że to Marcus... - zapłakałam bardziej, chowając twarz.
- Aw, Avery. - uspokajał mnie. - Wiem, że w życiu nie zrobiłabyś czegoś takiego.
- Niall m-mi nie wierzy i muszę spać w tour busie. - moje ramiona opadły.
- Nie, nie ma mowy. - wtrącił Harry. - Jeśli potrzebujesz pokoju, możesz spać z Aimee u mnie i Darcy. Mogę wam nawet zrobić babski wieczór we trójkę. - uśmiechnęłam się, czując się nieco lepiej.
- Chcę tylko, żeby mi uwierzył. - powiedziałam, wracając do normalności i przyciskając do siebie swoje ramiona.
- Niall jest wrażliwy, kiedy jego uczucia są zranione to zamyka się w sobie. To się już stało wcześniej, a teraz pewnie się pogorszyło. Ale w końcu uświadomi sobie, że nie zrobiłaś nic złego. - powiedział szczerze Harry, na co się uśmiechnęłam.
- Cieszę się, że ktokolwiek mi wierzy. - przyznałam.
- Nieważne. - uśmiechnął się Harry, pociągnął mnie za rękę i postawił na nogi. - Jak sądzisz, co powinniśmy zrobić z Marcusem? - westchnęłam, przygryzając wargę.
- Powiem Samowi. - powiedziałam.
- Ale to zajmie jakiś czas, jeśli mają nam dać nowego ochroniarza, potrzebujemy ochrony. - przypomniał mi Harry. - A może zrobimy tak- ja i chłopaki, oprócz Nialla, pogadamy z Marcusem i postawimy go do pionu. A jeśli stanie się coś jeszcze, wtedy go zwolnimy.
- Brzmi dobrze. - zgodziłam się, gdy wróciliśmy do głównego pokoju, gdzie większość siedziała i oglądała 'Transformers'. Dziękowałam Bogu, że światło było zgaszone i nikt nie widział mojej czerwonej twarzy.
- Czas do łóżka, Aimee. - powiedziałam. Wydęła wargi, ale posłuchała po kilku próbach zejścia z kolan Darcy. Wszyscy powiedzieli nam dobranoc i poszłyśmy do sypialni Nialla spakować swoje rzeczy.
- Dlaczego to robisz? - spytała dziewczynka, unosząc brwi. Westchnęłam, zbierając włosy i związawszy je w kucyk.
- Tatuś raczej nie chciałby mnie teraz widzieć, więc będziemy spać z Harrym i Darcy. - Przeniesiemy tam nasze rzeczy i będziemy spać przez jakiś czas. - znów się naburmuszyła.
- Dlaczego tatuś jest zły? Czy tatuś cię skrzywdził? - jej oczy wypełniły się obawą.
- Nie, nie, nic takiego, słoneczko. - zapewniłam ją. - Nie martw się o to, spakujmy to co nasze i położę cię do łóżka. - zapięłam nasze torby i zarzuciłam je sobie na ramię, upewniwszy się uprzednio, że Aimee idzie za mną.
Przejście obok wszystkich było trochę niezręczne, ale udało mi się ominąć ich i wejść do pokoju Harry'ego i Darcy. Obok był mały pokój z pojedynczym łóżkiem dla mnie i dla Aimee.
- Nie podoba mi się to. - powiedziała dziewczynka.
- To tylko chwilowe, skarbie. - obiecałam jej, całując w czoło. Mam taką nadzieję, że tylko chwilowe.
- Możesz sprawić, żeby tata był nie-zły? - spytała. - Więc będziemy mogły się dzisiaj przytulać z tatusiem?
- To może zająć jakiś czas. - westchnęłam. - Musimy mu dać trochę przestrzeni i samotności, a później mi wybaczy. Nie musisz się o nic martwić, w porządku? Przysięgam, że mam wszystko pod kontrolą.
Pokiwałam głową i chwyciła swój ulubiony kocyk razem z żółwiem Timmym, po czym położyła je na swojej stronie łóżka. Chciałam być silna dla niej, bo wiedziałam, że jeśli rozkleję się przed nią to ona też zacznie płakać.
- Hej, mamusiu? - wyszeptała Aimee, chowając się pod nakryciem. Położyłam się obok niej, chociaż ja w przeciwieństwie do niej nie byłam gotowa do spania. Prawdopodobnie i tak zostałabym z nią dopóki nie uśnie.
- Tak?
- Boję się. - powiedziała, wtulając się w moją klatkę piersiową.
- Dlaczego?
- Bo pan powiedział mi, że przychodzą źli ludzie. - popatrzyłam na nią, zabierając z jej twarzy kilka kosmyków włosów.
- Jaki pan, Aims?
- Kolega Olliego. - Ollie to zdrobnienie na Olivera, jednego z naszych ochroniarzy, który teraz najwidoczniej stał się jednym z jej najlepszych przyjaciół. Był starszym mężczyzną, który chodził z naklejkami na swojej walizce.
Nagle strasznie się zdenerwowałam tym co powiedziała, bo zdałam sobie sprawę co to oznacza. Kolegą Olivera musiał być Marcus. Dlaczego rozmawiał z moją córką i dlaczego straszył, że przyjdą po nią źli ludzie?
- Co ten pan ci powiedział, Aimee? - spytałam trochę bardziej skupiona.
- Że ci źli ludzie mnie zabiorą. - zmarszczyła brwi. - Pokazałam mu język.
Mogłabym krzyczeć, byłam tak wściekła. Najpierw uważa się za nie wiadomo kogo i robi w stosunku do mnie brutalne komentarze, trzyma mnie i nie puszcza, całuje mnie bez mojej wiedzy, przez niego ja i Niall się rozstajemy, a teraz mówi mojej córce o Jake'u i Kate?
- On tylko żartował. - skłamałam. - Tylko się drażnił, nie musisz się o nic martwić.
Pokiwała głową i zwinęłam się w kłębek, ściskając koc i przyciągając do swojej brody. Byłam w takim punkcie, że ze złości byłam w stanie się rozpłakać, ale uznałam, że to nie byłoby zbyt dobre przed Aimee. Zamiast tego, zdecydowałam, że opowiem chłopakom co się stało i miałam nadzieję, że zwolnią Marcusa. Czy to właśnie nie ochroniarze mieli sprawiać, że czujesz się bezpiecznie?
Po jakichś piętnastu leżenia, przysłuchiwania się pochrapywania Aimee, wyskoczyłam z łóżka i na palcach wyszłam z pokoju. Kiedy dotarłam do pokoju Harry'ego i Darcy, oboje byli już w łóżku.
- Oh, wybacz. - przeprosiłam. - Harry, muszę ci coś powiedzieć.
- Tak? - powiedział Harry i wypuściwszy Darcy usiadł na łóżku.
- Aimee właśnie mi powiedziała, że Marcus powiedział jej o złych ludziach, którzy po nią przyjdą. - potrząsnęłam głową, wciąż nie wierząc, że ktoś mógł powiedzieć coś takiego trzylatce. - Musimy go zwolnić. Proszę, Harry. - błagałam.
Harry westchnął i pokiwał głową, zerkając na Darcy, która jak przypuszczam została już poinformowana o sytuacji przez swojego narzeczonego.
- Rano porozmawiamy z Samem. - zdecydował. - Rozmawiałem z Niallem, jest w swoim pokoju.
- Oh. - chociaż nie byliśmy razem, moje serce wciąż skakało na dźwięk jego imienia. - Co powiedział?
- Nic. - przyznał chłopak. - Nie chce nawet ze mną gadać.
Wyraz mojej twarzy spochmurniał. Nienawidziłam świadomości, że jest smutny, ale co ja mogłam zrobić? Jeśli zamknie się na wszystkich, jak niby miałam do niego dotrzeć? Przez spojrzenie Harry'ego wiedziałam, że mi współczuł, a Darcy popatrzyła na mnie z nadzieją.
- Myślę, że to zadziała. - odezwała się. - Widzę sposób w jaki na siebie patrzycie i chyba nie pozwolicie, żeby jakieś nieporozumienie poróżniło was. - jej słowa od razu sprawiły, że poczułam się lepiej, tak jakby Darcy zawsze wiedziała co powiedzieć.
- Dzięki, Darc. - uśmiechnęłam się, obserwowałam jak Harry się pochyla i całuje ją w policzek co sprawiło, że poczułam się lekko niezręcznie.
- Cóż, wrócę do siebie. Dzięki za pozwolenie mi tu zostania. - uśmiechnęłam się.
Kiedy skończyłam przygotowywać się w łazience, podeszłam do drzwi Nialla i po prostu tam stałam. Wiedziałam, że mi ich nie otworzy, a pukanie zrobi ze mnie tylko idiotkę. Ale ta ściana między nami zabijała mnie, praktycznie przywodziła fizyczny ból, który ze świadomością, że między nami nie jest w porządku, stawał się nie do zniesienia.
Przycisnęłam ucho do drzwi, mając nadzieję, że coś usłyszę. Może jego głos, który pomógłby mi przetrwać tą noc bez niego.
Po kilku minutach bezsensownego czekania, usłyszałam cichy płacz. To sprawiło mi ból serca i tak bardzo chciałam do niego pobiec. Chciałam mu powiedzieć, że wszystko jest w porządku, ale szczerze powiedziawszy, nie mogłam tego zrobić, bo sama nie wiedziałam czy rzeczywiście tak było.

4 komentarze:

  1. Super !!! ����

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na next
    XX E.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za tłumaczenie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. O Boże. Nie mogę się doczekać nexta. Kiedy będzie?

    OdpowiedzUsuń