sobota, 6 sierpnia 2016

Rozdział 38 - Znów razem

Niall's P.O.V.:

- Niall. - powiedział pewnie Harry. - Minęły już trzy dni.
Prychnąłem, owijając się kołdrą. Poza tym chorowałem już od siedzenia w tym pokoju, bo właśnie tu zdradziła mnie moja dziewczyna, ale nie miałem ochoty pokazywać się ludziom.
- Po prostu, posłuchaj chociaż nas. Jeśli nie chcesz słuchać Avery to przynajmniej ty mi powiedz co się stało? - spytał z nadzieją.
- Skąd możesz to wiedzieć, skoro to nie ty byłeś tym, który to widział? Widziałem to, Harry, na własne oczy.
- Więc co dokładnie widziałeś? - walczył Harry, zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Widziałem Marcusa jak ją całuje, a ona po prostu tam stała i mu na to pozwalała. Jeśli mnie nie zdradzała, nie powinna tak nigdy w życiu robić. Przestań mówić, że się mylę. - jęknąłem, nakładając kołdrę na głowę.
- A co, jeśli powiem, że wiedziałem co się stało i że Avery cię nie zdradziła. To jedno wielkie nieporozumienie, a ja chcę to naprawić. - Harry był zdeterminowany i wiedziałem, że się nie wycofa.
Westchnąłem, przewróciwszy oczami, po czym kopnąłem kołdrę i usiadłem na materacu.
- No dobra. Ale dlaczego tak bardzo chcesz to dla mnie naprawić? - spytałem. Tym razem to Harry westchnął i przebiegł ręką przez swoje loki, wiedziałem wtedy, że coś jest nie w porządku. Pomimo tego, że próbowałem sobie wmówić to jak bardzo mnie nie obchodziło to wszystko, to było zupełnie odwrotnie.
- Chodzi o Avery. - przyznał smutno Harry. - Od tego czasu nie je ani nic takiego.
Moje ramiona opadły. Dlaczego ona to sobie robi?
- Nie rozumiem. - zmarszczyłem brwi.
- Źle się czuje, leży tylko w swoim łóżku, obchodzi ją jedynie Aimee, a później wraca pod kołdrę i płacze. - Harry naprawdę to przeżywał. - Jestem w stu procentach pewny, że cię nie zdradziła. W rzeczy samej, pierwszej nocy przyszła do mnie cała zapłakana. Nie jest kłamcą.
Chciałem zaprotestować i powiedzieć mu, że opowiada głupoty, ale gdzieś w głębi wiedziałem, że mówi prawdę. Nie tylko Avery była szczerą i prawdomówną osobą, ale Harry również. Wiedziałem, że mogę mu wierzyć.
- Okay. - zgodziłem się w końcu. - Powiedz mi.
Harry pokiwał i podszedł do brzegu mojego łóżka, siadając na nim.
- W noc, gdy to wszystko się stało, znalazłem Avery płaczącą. Siedziała na korytarzu, gdy ją poprosiłem, żeby mi powiedziała, zrobiła to. Poszła cię poszukać, kiedy wszyscy siedzieli na górze. W środku nikogo nie było, w momencie wejścia do sypialni zobaczyłam tam bałagan i zaczęła sprzątać. Powiedziała mi, że słyszała jak ktoś wchodzi, ale nie odwróciła się, bo sądziła, że to ty. To był Marcus, trzymał i całował ją bez jej świadomości. Zapytałem ją o to później, a ona powiedziała, że źle to zrozumiałeś. Nawet nie zdążyła sobie uświadomić co się stało, a ty już zacząłeś się pakować. Nie tylko to, Marcus zagroził Aimee, że przyjdą po nią źli ludzie, jest przerażona. Avery próbowała go zwolnić, ale ma kontrakt. - westchnął Harry.
Od razu mu uwierzyłem. Wiedziałem, że Harry by mnie nie okłamał, ani nie próbowałby tego ukryć. Myślę, że przez ostatnie kilka dni za bardzo się skupiłem na swojej złości i uczuciu zdradzenia, niż logicznym myśleniu.
- Gdzie one teraz są? - spytałem zaniepokojony.
- Avery jest w łóżku, a Aimee z Oliverem. - powiedział Harry. - Teraz mi wierzysz?
Pokiwałem głową.
- Tak. Myślisz, że jest za późno?
- Oczywiście, że nie, stary. Ona cię potrzebuje. Spróbuj i daj jej coś do jedzenia, bo wygląda jakby chorowała. - westchnął, wychodząc z pokoju.
Tak szybko jak wyszedł, wyskoczyłem z łóżka i założyłem jakieś dresy. Bolały mnie nogi, bo w ogóle nie wychodziłem spod kołdry. Nałożyłem jeszcze koszulkę i wybiegłem z pokoju.
Gdy przechodziłem przez główny pokój, wszyscy się ze mną przywitali, ale ja nawet nie zareagowałem i poszedłem do pokoju Harry'ego oraz Darcy. Otworzyłem drzwi do pokoju, gdzie była Avery. Kiedy tam zajrzałem, zobaczyłem ją leżącą plecami z pudełkiem chusteczek i rysunkami namalowanymi przez Aimee.
Przygryzłem wargę i podszedłem do niej. Nie byłem pewien czy spała, bo była twarzą do ściany. Położyłem się obok niej i czekałem, aż coś zrobi, ale nic takiego się nie działo, jedyną czynnością jaką robiła było oddychanie.
Zanurzyłem swoją twarz w zagłębienie jej szyi, objąłem rękoma jej talię i poczułem jak łapie gwałtownie powietrze. Więc była świadoma cały ten czas. 
Nagle zaczęła płakać. Odwróciła się do mnie twarzą i dzięki temu mogłem zobaczyć jej sińce pod oczami, a kości policzkowe były bardziej widoczne niż zwykle. Włosy miała w nieładzie, ale w jakiś sposób to był piękny bałagan.
- Hej, hej, nie płacz. - uspokajałem ją, trzymając ciasno. Czułem się okropnie, że tak źle to zinterpretowałem.
- Nie jesteś zły? - spytała, podpełzając do mnie. Pocałowałem ją w czoło i potrząsnąłem głową.
- Harry opowiedział mi co dokładnie się stało. Chyba po prostu byłem zbyt zaślepiony i nie zdałem sobie sprawy, że nigdy być mi czegoś takiego nie zrobiła. Już mi się to przydarzyło, byłem za bardzo skupiony na swoich uczuciach, wiem że nie zrobiłaś niczego złego. - znowu pocałowałem ją w czoło.
- Tak bardzo ci dziękuję. - uśmiechnęła się Avery. - Tak bardzo się bałam, że nie będziesz chciał już ze mną rozmawiać.
Zaśmiałem się i przytrzymałem ją bliżej siebie.
- Złoszczenie się na ciebie zaczynało się robić przereklamowane. - przyznałem. - Powinien był posłuchać Harry'ego szybciej zamiast być takim kretynem i zamykać się na wszystkich w czterech ścianach.
- W porządku. - powiedziała. - Masz prawo być na mnie zły, myślałeś że cię zdradziłam.
- Rozmawiałaś od tamtej pory z Marcusem? - spytałem, marszcząc brwi.
- Znów kopnęłam go w nogę. - przyznała. - Ale siedziałam tu przez ostatnie kilka dni. To głupie, wiem. Pewnie wszyscy myślą, że zwariowałam. - zobaczyłam na jej czole zmarszczki zmartwienia i szybko pokręciłem głową.
- Nie jesteś nienormalna. - obiecałem jej. - Jednak musisz coś jeść. - usiadła obok mnie, opierając się o zagłówek ze zmarszczoną twarzą. - Harry mi powiedział. Naprawdę, Ave, co ty sobie myślisz?
- Nie chodziło o to, żeby zostać pępkiem świata. - wzruszyła ramionami. - Czułam się psychicznie chora i nie chciało mi się jeść. Chociaż teraz czuję się dużo lepiej. - zachichotała, wycierając oczy. Jej policzki stały się różowe, gdy zobaczyła, że patrzę na jej usta.
- Myślisz, że mogę cię pocałować? - spytałem, przejeżdżając językiem po swoich ustach. To sprawiło, że Avery zarumieniła się jeszcze bardziej i przez sposób w jaki się uśmiechała, wiedziałem że też chce mnie pocałować.
Nie wahałem się już i pochyliłem się, by ją pocałować. To było takie miłe uczucie poczuć jej ciepłe usta na swoich. Coś jakby powróciły słodkie wspomnienia, coś za czym tak bardzo się stęskniłem, a minęły zaledwie trzy dni. Jej dłonie przesunęły się na mój kark i powędrowały do włosów, gdy ja trzymałem ją w pasie.
- Hej, Niall? - wyszeptała, przełamując ten moment.
- Hmm? - wymruczałem.
- Następnym razem, gdy się pokłócimy to porozmawiajmy najpierw. - powiedziała. Uśmiechnąłem się i pokiwałem głową.
- Taaa. Nie wiem jak wytrzymałem bez tego trzy dni. - zaśmiałem się, znów ją całując. Pisnęła, zaskoczona moim szybkim działaniem i prawie sturlała się z łóżka.
- Zaraz spadnę! - krzyknęła, przyczepiwszy się mojej koszulki. Teraz była w połowie łóżka, a ja usiłowałem ją wciągnąć z powrotem. Jak to było, że gdy ja próbowałem być romantyczny wszystko kończyło się właśnie tak?
Nawet nie wiem kiedy, Avery pociągnęła mnie w dół i oboje wylądowaliśmy na podłodze z łomotem, chichrając się jak pięciolatki. To nawet nie było śmieszne, ale chyba oboje się cieszyliśmy, że to się skończyło.
- Wszystko ok? - spytała Avery, wciąż się śmiejąc. Pokiwałem, przecierając oczy.
- A ty?
- Tak. - odpowiedziała, ciągnąc mnie do góry. - Chodźmy do Aimee, strasznie chciała cię zobaczyć.
Prawie zapomniałem, że Marcus groził Aimee i od razu trochę się zezłościłem. Nie chciałem niszczyć tego momentu, więc zamknąłem buzię i poszedłem za rękę za Avery.
- Patrzcie kto przyszedł! - powiedziała Darcy, na tyle głośno, by wszyscy mogli usłyszeć. Od razu dało się słyszeć kilka okrzyków radości i komentarzy, a kiedy spojrzałem na dziewczynę obok jej policzki były wręcz czerwone. W kącie pokoju, wyglądało na to, że wzrok Marcusa wypalał we mnie dziury, ale zignorowałem go. Aimee pisnęła i podbiegła do mnie z otwartymi ramionami.
- Tatuś! - krzyknęła, gdy ją podniosłem. - Przebudziłeś się ze snu zimowego!
- Skąd nauczyłaś się tego słowa, kochanie? - zaśmiałem się, całując ją w policzek, gdy Louis i Liam dołączyli do mnie, mówiąc o meczach, które przegapiłem.
- Chwila, co? - usłyszałem Sama, wchodzącego do pokoju. - Jeszcze wczoraj ze sobą nie gadaliście, a teraz robicie za zakochane gołąbeczki? - drażnił się ze śmiechem. - Nie rozumiem was, dzieciaki.
- Hej, ciesz się, że w ogóle są razem. - powiedział Harry z ramieniem wokół Darcy. - To ja uratowałem ich związek, więc wszystkie podziękowania idą do mnie. - uśmiechnął się pod nosem, a Darcy trąciła go łokciem.
- Więc możemy świętować, co? - zasugerował Louis. - Możemy zabrać rodziców Avery, zamówić pizzę i iść popływać! - szczerze powiedziawszy nie sądziłem, żeby było coś jeszcze lepszego w tej chwili.
- Ale nie zapraszajmy Marcusa. - powiedziała Avery, spoglądając na niego kątem oka. - No bo wiecie, za chwilę zrobi krok w kierunku Darcy. Kto wie? - widziałem jak cicho prycha, ale nic nie powiedział.
- Pójdę zadzwonić. - powiedział z kuchni Oliver, w końcu się odzywając. Był raczej cichym gościem. Aimee zaklaskała w dłonie, wciąż w moich ramionach i nie była w stanie opanować swojego podekscytowania.
- Możemy się dzisiaj przytulać? - spytała dziewczynka. Połaskotałem ją, a ona się zaśmiała głośno.
- Jasne, słońce. - obiecałem jej. - Ale najpierw, przygotujmy się na basen, okay?
Pokiwała głową i pobiegła do swojej tymczasowej sypialni, przez co poczułem się źle. Jak w ogóle mogłem je wyrzucić z tego pokoju? Co najgorsze, Aimee pewnie była przyzwyczajona do tego przez Jake'a.
Po jakichś dziesięciu minutach, wszyscy się przebrali i poszli na dach. Odkąd nie byłem na górze, fajnie było poczuć letnie powietrze. Poza tym, Avery wyglądała naprawdę dobrze w swoim bikini i czułem się zdecydowanie lepiej z myślą, że nie będzie tu Marcusa, który by się na nią gapił.
- Pizza będzie tu za dziesięć minut! - krzyknął Oliver. Zayn siedział obok mnie, prawdopodobnie pisząc do swojej rodziny lub Perrie. Obserwowałem jak Aimee wskakuje do wody i zaczyna pływać z różnymi ludźmi.
Rozglądając się dookoła, zdecydowałem że pójdę poszukać Marcusa i nauczę go nie zadzierać z moją rodziną. Chodziło o czas, w którym nie mogliśmy być razem, a teraz nie chciałem robić żadnych scen.
Zszedłem szybko po schodach na dół i skierowałem się w stronę głównego pokoju. Marcus siedział na kanapie z telefonem w ręku. Podszedłem do niego ze złością i stałem przed nim, dopóki nie podniósł wzroku.
- Mogę w czymś ci pomóc? - zapytał z drwiną.
- Tak, tak właściwie możesz. - powiedziałem, wytrąciwszy mu telefon. - Trzymaj się z dala od mojej dziewczyny i mojej córki. Rozumiesz?
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. - uśmiechnął się bezczelnie, podnosząc telefon z podłogi. - Jestem tutaj tylko ochroniarzem i wykonuję swoją pracę. - sposób w jaki sobie ze mną pogrywał, zezłościł mnie jeszcze bardziej.
- W takim razie zrób mi przysługę i wykonuj właściwie swoją pracę. A to oznacza, że masz nie straszyć Aimee i nie całować Avery. Jeszcze jeden taki ruch, a zostaniesz zwolniony. - zagroziłem, chociaż oboje wiedzieliśmy, że ma kontrakt, który nie może zostać zerwany.
- Ponownie, nie wiem o czym mówisz. - upierał się. Czułem jak złość wzrasta we mnie w środku i byłem w punkcie, gdzie byłem w stanie mu coś złamać. Przypuszczałem, że jestem na twarzy czerwony.
- Coś nie tak, Horan? - drażnił się Marcus.
Bez żadnego ostrzeżenia, uderzyłem go w nos, posyłając na ziemię. Przeklął i chwycił się za złamany nos, ale nie czułem się winny. W rzeczy samej, w tym momencie miałem przeświadczenie, że wygrałem.

6 komentarzy:

  1. I znowu są razem jej. Coś czuje że ten cały Marcus jest od Kate i od Jake'a

    OdpowiedzUsuń
  2. I znowu są razem jej. Coś czuje że ten cały Marcus jest od Kate i od Jake'a

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak samo pomyślałam...oby to nie była prawda... ;)

      Usuń
  3. Super w końcu nowy rozdział jej !!! ❤❤

    OdpowiedzUsuń