piątek, 19 sierpnia 2016

Rozdział 39 - Randka

AVERY'S P.O.V.:
Kilka dni później, obudziłam się w ramionach Nialla. Musiałam przyznać, że to było coś za czym się naprawdę stęskniłam. Pachniał jak woda kolońska i proszek do prania, więc schowałam swoją twarz w zagłębieniu jego klatki.
- Obudziłaś się? - zaśmiał się. Otworzyłam od razu oczy- nie spał?
- Uh, tak. - powiedziałam, rumieniąc się lekko. - Która godzina?
- Trochę po dziewiątej. - pocałował mnie głośno w policzek, a ja zachichotałam, szturchając go.
- Powinnam obudzić Aimee. - powiedziałam, przecierając oczy i zaczynając wstawać. Jednak on był silniejszy i przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej.
- Już się tym zająłem, zjadła śniadanie, a teraz bawi się z Ollim i Louisem. Zostaniesz ze mną? - praktycznie błagał. Dokładnie wiedział co robi- ja się rumieniłam jeszcze bardziej, a u niego wywoływało to kolejny śmiech. - Nie dostanę buziaka? - drażnił się. Jęknęłam i usiadłam, próbując zrobić coś ze swoimi włosami i wiedząc, że mnie obserwuje. Nie jestem pewna co on we mnie widział takiego pociągającego tego ranka- moje włosy wyglądały jakby piorun strzelił w szczypiorek i miałam na sobie tylko koszulkę oraz majtki.
- Jak umyję zęby. - powiedziałam, wyskakując z łóżka. Mruknął z niezadowoleniem i usłyszałam jak łóżko trzeszczy pod jego ciężarem, gdy wstaje.
- Oboje mamy takie oddechy! - jęknął.
- Obrzydliwe, Niall. - strzeliłam mu spojrzenie i poszłam do łazienki, gdzie zaczęłam myć zęby. On też dołączył do mnie, biorąc swoją szczoteczkę, która leżała obok uwielbianej przez Aimee różowej szczoteczki z Barbie.
- Więc, - powiedziałam, gdy skończyłam. - Jaki mamy na dzisiaj program?
Niall wypluł pastę, wypłukał usta, po czym odłożył szczoteczkę na umywalkę.
- Cóż, - zaczął. - Możemy pójść na randkę. - zaproponował. Prychnęłam, mijając go i chwytając mały ręcznik, żeby wytrzeć twarz. Zawsze mi przeszkadzało to, jak moja twarz się świeciła rano.
- To nigdy nie zadziała. - powiedziałam. - Nawet nie możemy schodził na dół do lobby.
- Już to załatwiłem, kochanie. Rozmawiałem z Samem i powiedział, że kiedy zejdziemy na dół, upewni się, że lobby będzie puste i nikt nas nie zobaczy. Geniusz. - wyszczerzył się, oczywiście dumny z siebie.
Uśmiechnęłam się na ten pomysł. Jak miłe to by było, gdybyśmy mogli tak wyjść?
- Dobra. - zgodziłam się. - Ale co z opieką dla Aimee?
- Czy to jest w ogóle pytanie? Jeden z chłopaków, Darcy albo Oliver mogą się nią zająć. - powiedział. Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową, szczęśliwa że rzeczy wyglądają tak dobrze między nami i że mogliśmy gdzieś wyjść. O ile w ogóle mogę to nazwać 'wyjściem'. - Myślę, że próbujesz mnie odciągnąć od tego, żebym nie mógł cię pocałować. - znów powiedział. Zaśmiałam się i zrobiłam kilka kroków do przodu, by móc go pocałować. Uśmiechnął się w moje usta i odsunął się na krótko, kładąc swój podbródek na moim czole.
- Naprawdę dobrze całujesz, Ave. - wyszeptał.
- Próbuję. - powiedziałam sarkastycznie. - Teraz, gdzie idziemy?
- Na lunch. Albo brunch*? Cokolwiek moja pani zechce. - zarumienił się. - Ale teraz możemy posiedzieć z resztą? Chcę dopytać Louisa co przegapiłem we wczorajszym meczu Derby.
Wywróciłam oczami i zaśmiałam się na niego, gdy weszliśmy do salonu, gdzie byli wszyscy oprócz Marcusa. Mówiąc o nim, nie wychodził za dużo ze swojego pokoju. Zaskoczyło mnie to, ale cieszyłam się z tego powodu.
- No patrzcie państwo, kto wstał. - drażnił się Harry, uderzając Nialla w tyłek.
- Chcecie naleśniki? - zawołała z kuchni Darcy, wystawiając do nas swoją głowę.
- Nah, jest okay. Właściwie sami idziemy niedługo coś zjeść. - Niall uśmiechnął się do mnie pod nosem.
- Mamusia! - pisnęła Aimee. - Zrobiłam siusiu do nocnika! - podbiegła do mnie i wyciągnęła ręce. Uniosłam ją do góry i podłożyłam ręce pod jej tyłek. Miała suche majtki, dzięki Bogu.
- Sama? - spytałam. Potrząsnęła głową i wskazała na Nialla, który właśnie szedł w kierunku Louisa, siedzącego na kanapie.
- Tatuś pomógł. - powiedziała. Uśmiechnęłam się, nie sądziłam, żebym kiedykolwiek mogła się przyzwyczaić do jego chęci do pomocy. Przez ostatnie trzy miesiące zrobił więcej niż Jake kiedykolwiek. Dziwiło mnie to, ale jednocześnie byłam naprawdę wdzięczna.
- Kochanie! - usłyszałam głos z przejścia i zobaczyłam moją mamę, ubraną w uroczą sukienkę. - Avery, tu jesteś! Spróbuj tego, jest pyszne! - wręczyła mi szklankę ze smoothie, które miało różowy kolor. Zaśmiałam się na jej dość dziwne zachowanie i wzięłam łyk.
- Jest naprawdę dobre. - przyznałam. - Właściwie dlaczego ja to piję?
- Harry to dla mnie zrobił. - powiedziała. - Bardzo dobrze gotuje i dziś wieczorem pokaże mi jak je robić. - zobaczyłam jak patrzy na drugą stronę i uśmiecha się do Harry'ego. - Gdybym tylko była singielką i miała dwadzieścia lat. - zażartowała, rzucając mi rozbawione spojrzenie.
- Gdzie tata? - zapytałam.
- Śpi. Miał wcześniej migrenę. Co przypomina mi, żeby dać mu później proszki przeciwbólowe. - zrobiła sobie mentalną notkę, idąc do kuchni za Darcy. Zaśmiałam się, bo rano zawsze miała niespożytkowane pokłady energii i nie miałam pojęcia dlaczego.
- Jesteś gotowa, księżniczko? - spytał Niall zza moich pleców, oplatając mnie swoimi ramionami. - Jestem w dobrym nastroju, Derby wygrali mecz.
- Dobrze to słyszeć. - próbowałam brzmieć na zainteresowaną ze względu na niego. - Co powinnam ubrać?
- Myślę, że dobrze wyglądasz w tym czym jesteś. - przyznał. Prychnęłam i odwróciłam się do niego twarzą, kładąc dłonie na swoich biodrach.
- Ni, mam na sobie koszulkę i krótkie spodenki. Nie, nie. - potrząsnęłam swoją głową. - Chociaż pochlebia mi to, że podoba ci się to co na sobie mam, to chciałabym wiedzieć co mam na siebie założyć.
- Cokolwiek chcesz. Myślę, że pójdę w jeansach i t-shircie, nic ekstrawaganckiego. - wziął mnie za rękę i poprowadził do sypialni, gdzie zabrałam z szafki niebieskie jeansy i koszulkę z dekoltem w serek.
- Odwróć się. - zarządziłam, uśmiechając się do niego, gdy on skanował wzrokiem moje ciało.
- No daj spokój, umawiamy się! Widziałem jak się przebierasz w motelu, a wtedy nie byliśmy jeszcze razem, jaka jest różnica? - spytał. Schowałam swoją twarz w dłoniach, nie bardzo wiedząc co powiedzieć.
- Mam na sobie stanik z cheeseburgerami. - przyznałam. - Kilka lat temu byłam na zakupach z przyjaciółmi i wyzwali mnie, bym kupiła sobie stanik z motywem cheeseburgerów na nim, okay? - spaliłam buraka na twarzy. - Zapomniałam zrobić swoje pranie!
Wybuchnął śmiechem i to był jeden z tych rechotów, które zawsze towarzyszyły mu podczas śmiechu. Zrobiłam się przez to jeszcze bardziej czerwona, więc odwróciłam się, gdy on próbował uspokoić swój śmiech.
Kiedy Niall w końcu jakoś przyjął do siebie ten fakt, dosłownie zrujnował moją szafkę, tylko po to, żeby znaleźć te staniki z hot-dogami i babeczkami, oczywiście musiał znowu zacząć się chichrać, zanim w ogóle zeszliśmy na dół do lobby z Samem jako naszym ochroniarzem.
- Nie wychodźcie z restauracji, nie wyglądajcie przez okna. - ostrzegł. Nawet go za bardzo nie słuchałam, za bardzo się cieszyłam tym, że razem gdzieś wyszliśmy.
Podrzucił nas pod restaurację, przekazał zwitek banknotów i zostaliśmy sami. Widziałam, że Niall jest tak samo szczęśliwy jak ja przez wielki uśmiech na jego twarzy.
- Ostatnim razem, gdy wychodziliśmy razem była ta noc. - uśmiechnął się na wspomnienie. - Kiedy się pocałowaliśmy i powiedziałaś mi o tym... - przerwał, potrząsając swoją głową.
- Jakby to było wieki temu, nie? - to było szalone jak czas szybko mijał.
- Taa. - zatrzymał się, wiedząc że wyciągnął wrażliwy temat. - Więc co chcesz?
- Myślę nad naleśnikami z cynamonem. - wskazałam palcem zdjęcie w menu, a on pokiwał.
- Ja wezmę to samo, ale z kiełbaskami. - zdecydował. Kelner, starszy pan z kozią bródką, przyszedł, wziął nasze zamówienia i zabrał karty. Kiedy odszedł, spojrzałam na Nialla, wciąż z wielkim uśmiechem na twarzy.
- To bardzo miłe. - stwierdziłam. - Takie wyjście na normalną randkę. Sądzisz, że będziemy dalej na nie chodzić, kiedy to wszystko się skończy?
- Każdego dnia, jeśli chcesz. - obiecał Niall. - I możemy pójść na mini golfa! Zawsze chciałem zabrać dziewczynę na mini golfa!
- Jestem w tym okropna. - przyznałam. - Ale jasne, możemy pójść na mini golfa. Może Aimee z nami pójdzie? Myślę, że to pokocha.
- Jasne. - skinął głową. - Pójdę tam gdzie chcesz, gdy to się skończy. Po prostu będę się cieszył, kiedy będą siedzieć zamknięci, wiesz?
- Nie mogę przestać myśleć o tym, że ta dziewczyna chciała cię zastrzelić. - potrząsnęłam głową. - W zasadzie, byłeś mi kompletnie obcy. Możesz sobie wyobrazić co by było, gdyby cię zastrzeliła? Co prawda, pojechałabym do motelu, ale nigdy bym cię tam nie spotkała. - samo myślenie o tym sprawiało, że chciało mi się płakać.
- Hej, hej. - wyciągnął rękę przez stół i potarł moje ramię. - Wszystko w porządku i nic mi się nie stanie. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. - uśmiechnął się pod nosem. Uśmiechnął się, ale wciąż coś mi krążyło po głowie.
- Wiem. - powiedziałam. - Tylko, możesz sobie to wyobrazić? Z pewnością zostałabym odnaleziona przez Jake'a, bez pieniędzy i zmusiłby mnie, żebym do niego wróciła. - załamałam się na końcu.
- Przestań. - zarządził Niall. - Nie.
- Przepraszam. - powiedziałam, patrząc na jego twarz, na której był wymalowany ból.
- Nienawidzę myśleć o tym, że on cię krzywdził. - spuścił wzrok na stół. - Żałuję tego najbardziej w świecie, że nie byłem w stanie cię od niego uratować. Wiem, że cię nie znałem, ale wciąż. Ja tylko- - przestał mówić, gdy przyszedł kelner z naszym jedzeniem i to był koniec rozmowy na ten temat.
Po tym jak praktycznie wepchnęliśmy w siebie jedzenie, znów zaczęliśmy rozmawiać. Śmialiśmy się do płaczu i jestem pewna, że obsługa restauracji uznała nas za psychicznych. Nie obchodziło mnie to, byłam zbyt zakochana, by zwracać na to uwagę.
- Zabiorę cię kiedyś do Disneylandu. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze nigdy tam nie byłaś! Albo Aimee! Pokocha te wszystkie księżniczki.
- Jej ulubioną jest Bella. Kiedy miała dwa lata cały czas chciała oglądać 'Piękną i Bestię'. To była jej najdłuższa obsesja.
- To urocze. - wyznał Niall. - Chciałbym tam wtedy być i zobaczyć jej pierwsze dwa lata życia.
- Cóż, będziesz z nią przez resztę jej życia. - przypomniałam mu.
- A kiedy będziemy mieli bliźniaki, będę mógł ich obserwować od początku. - jego mowa o rodzinie lekko mnie przestraszyła, ale w jakiś dobry sposób. - Myślisz, że chciałabyś mieć ze mną rodzinę?
- Tak sądzę. - powiedziałam, biorąc łyk swojego soku pomarańczowego. - Tak długo jak nie nazwiemy naszych dzieci imionami związanym z piłką nożną, jest całkowicie szczęśliwa. - zmarszczył brwi, ale wiedziałam, że żartuje.
- Chcesz wrócić ze mną do Mullingar? Jeśli chcesz możemy zabrać twoich rodziców. Lub możemy mieć dom w Nevadzie i w Mullingar! - jego twarz rozjaśniła się.
- Nie musisz mi kupować dwóch domów, Niall. - zapewniłam go.
- Bzdura. - sprzeciwił się. - Kupimy dziesięć domów, jeśli to cię uszczęśliwi.
Wywróciłam oczami, nie zamierzając powiedzieć jak bardzo mi zawróciło w głowie to, że chce planować ze mną wspólną przyszłość. Jake i ja nigdy nie rozmawialiśmy o naszej przyszłości, zawsze było tak jak ona chciał i gdy go nie było, ktoś pilnował nas i robił po cichu za takiego dozorcę. Z Niallem, nie bałam się tego.
Nagle nad naszymi głowami rozbrzmiała piosenka Jasona Mraza I'm Yours. Od razu popatrzyłam w kierunku baru, gdzie starszy pan posłał mi szeroki uśmiech i oddalił się.
Niall uśmiechnął się do mnie, wyciągnął rękę przez stół i chwycił moją dłoń.
- Avery Holmes, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zatańczysz ze mną? - spytał jak dżentelmen. Zachichotałam i skinęłam głową, idąc za nim. Przytrzymał mnie blisko swojej klatki piersiowej, po czym pocałował mnie słodko, najpierw w usta, później w czoło i nos.
- Myślę, że cię kocham. - powiedziałam mu szczerze.
- Myślę, że ja też cię kocham. - obrócił mnie, gdy piosenka przyśpieszyła i niespodziewanie, nie przewróciłam się. Trzymała mnie jego ręka, która była oparta na moich plecach. - Chcesz zobaczyć coś fajnego?
- Jasne. - pokiwałam głową.
Odsunął się kawałek, po czym założył ręce za plecy, kiedy ja tam stałam, kompletnie nieświadoma tego co ma zrobić. Nagle, zaczął tańczyć jakiś dziwny irlandzki taniec, który sprawił, że wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
- Niall! - wytarłam swoje oczy, gdy on dalej tańczył z tym swoim uśmiechem. Mój śmiech był szczery i myślałam, że się popłaczę z tego wszystkiego.
- Mogę cię trochę nauczyć! - zaproponował, stając w miejscu. - Przepraszam, zniszczyłem to?
- Nie! - potrząsnęłam głową. - Właściwie to najlepsze, co mnie dzisiaj spotkało. Prawdopodobnie dzięki temu, właśnie sprawiłeś, że to najlepszy rok. Przypomnij mi, żebym kiedyś to nagrała.
Kiwnął i przyciągnął mnie bliżej siebie, gdy piosenka dobiegała końca. Popatrzyłam mu w oczy, a on w moje i wiedziałam, że w tym momencie wszystko jest idealne. Nasz związek nie był typowy, ani taki jak u innych, ale nie zamieniłabym go za nic w świecie.
*lunch to taki szybki posiłek w pracy lub w szkole, a brunch to coś w rodzaju śniadania połączonego właśnie z takim lunchem między godz. 10 a 11.30. Wyjaśniam tak na zaś :)

9 komentarzy:

  1. Wow. To jest takie mega. Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejkuu. Ta historia jest tak wkrecajaca, że chcę ją tylko czytać i czytać - A zaczęłam całkiem niedawno - i przez to nie mam nawet chwili na króciutki komentarz... Od teraz kiedy czytam na bieżąco obiecuję komentować zawsze :) Nie jestem dobra w pisaniu komentarzy, więc nie wiem co jeszcze dodać.
    Życzę Ci mnóstwo weny do dalszego pisania, pozdrawiam i z niecierpliwością oczekuję kolejnego rozdziału! ♡
    Weronika xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam na nexta (jak słodko <3)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy nowy rozdział? I czemu Ashton na nagłówku? xd

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham to ff! Tak strasznie mnie to wciągnęło ,czekam na next ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham to ff! Tak strasznie mnie to wciągnęło ,czekam na next ❤❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham to ff! Tak strasznie mnie to wciągnęło ,czekam na next ❤❤

    OdpowiedzUsuń