piątek, 23 września 2016

Rozdział 40 - Odwaga

AVERY'S P.O.V. 
Kiedy to się stało był już kolejny dzień.
Myślę, że odkąd wszystko chociaż raz było w porządku, mogłam się uspokoić i przestać patrzeć na wszystko z przerażeniem. Choć trochę odpuściłam sobie i po prostu się dobrze bawiłam od dość długiego czasu, i nie martwiłam się ani Kate, ani Jakiem. Duży błąd.
- Hej, kochanie, tu masz truskawkę! - powiedziała radośnie Darcy, wręczając dużą truskawkę mojej córce. Byłam z nią w kuchni, krojąc owoce, które Oliver kupił wcześniej w sklepie. Aimee biegała dookoła, okazjonalnie stając i otwierając buzię, by dostać truskawki. - Więc, mam kilka wiadomości. - powiedziała Darcy, a na czole wystąpiła jej zmarszczka od dużego uśmiechu. - Odkąd jesteś moją najbliższą przyjaciółką, a wychodzi na to, że twój chłopak będzie świadkiem mojego przyszłego męża, chciałabym cię poprosić, żebyś została moją druhną! - zaklaskała w ręce, piszcząc.
- Naprawdę!? - otworzyłam szeroko oczy. - Chcesz, żebym była twoją druhną? To jest... o mój Boże, dziękuję! - przytuliłam ją, wypuszczając owoc ze swojej dłoni. - Nigdy wcześniej nie byłam na ślubie, to szalone!
- Cóż, teraz właściwie będziesz jego najważniejszą częścią. Zastanawiałam się również, czy Aimee nie mogłaby może rozrzucać kwiatków. - Darcy skrzyżowała palce, patrząc w dół na dziewczynkę, której ręce były upaćkane sokiem.
- Tak! Chcę kwiatki! - zaklaskała Aimee. - I sukienkę! Taką ładną!
- Oczywiście, skarbie. - obiecała jej Darcy. - Dostaniesz słodką, małą sukienkę.
Uśmiechnęłam się i wyszłam z kuchni, wycierając dłonie o jeansy. W całym apartamencie było raczej cicho, większość siedziała na basenie. Poszłam do sypialni, zablokowałam drzwi, a później poszłam do łazienki, ponieważ potrzebowałam porannego prysznica.
Wciąż nie mogłam uwierzyć, że Darcy chciała, żebym została jej druhną. To było naprawdę szalone, ale teraz była moją najlepszą przyjaciółką. Myślę, że stałyśmy się sobie bardzo bliskie, gdy dzieliłam z nią i Harrym pokój. Z drugiej strony, byłam przerażona.
Kładąc dłonie na biodrach, zmarszczyłam brwi i zaczęłam szukać szczotki na blacie. Wiedziałam, że położyłam ją tam kilka sekund temu, więc gdzie ona do cholery była?
- Tego szukasz? - powiedział głos zza moich pleców. Znałam ten głęboki, onieśmielający głos- to był Marcus. Odwróciłam się z przerażonym wzrokiem. Stał w wejściu do łazienki z bezczelnym uśmieszkiem, uniemożliwiając mi ucieczkę z pomieszczenia.
- Marcus, przestań. - ostrzegłam. - Sądziłam, że już przez to przeszliśmy?
- Oh, zaufaj mi, nie przeszliśmy. - zaśmiał się. - Na twoim miejscu byłbym spokojny, już jestem wystarczająco wkurzony przez to, że mnie uderzyłaś. Nie próbowałbym robić za odważnego. On może cię skrzywdzić bardziej.
- On? - spytałam, podnosząc brew. - O czym ty, do cholery, mówisz?
Marcus uśmiechnął się, opierając się leniwie o drzwi. Wiedziałam, że wyglądam na przerażoną, a on czerpał z tego satysfakcję. Próbując nie pokazywać swoich emocji, wyprostowałam się i usiłowałam pozbyć się jakichkolwiek emocji z mojej twarzy. - Czego chcesz? - splunęłam. - Po prostu powiedz mi czego chcesz!
- Właściwie, bardzo mi się to podoba. Chcesz usiąść? Wygląda na to, że twoja ręka się trzęsie. - zaśmiał się, patrząc w dół na moje ramię. Zaczerwieniłam się, co nie zmieniało faktu, że naprawdę się go bałam. Tak bardzo przypominał mi Jake'a i byłam przerażona. - Dobra, wystarczy tego. - powiedział Marcus. - Jestem pewny, że pamiętasz Jake'a, prawda? Twojego chłopaka?
- On już nie jest moim chłopakiem. - burknęłam.
- No cóż, to jest to co ty myślisz. - zaśmiał się, tak jakbym wiedział coś, o czym ja nie miałam najmniejszego pojęcia. Byłam naprawdę zdezorientowana w tym momencie. - Widzisz, pracuję dla twojego chłopaka - Jake'a. Powód, dla którego tu jestem jest bardzo jasny, mam cię do niego zabrać i robię to w tym momencie.
Krew odpłynęła mi z twarzy. Nie mogłam nic powiedzieć lub pomyśleć.
- To jakiś słaby żart, prawda? - powiedziałam z obrzydzeniem. - Idę do Sama i... - kiedy dotarłam do drzwi, Marcus wyciągnął ze swojej kieszeni pistolet, sprawiając, że zatrzymałam jakiekolwiek ruchy. - Nie zrobisz tego.
- Oh, zrobię. - zaśmiał się. - Najpierw chłopaki, później Darcy, ochroniarze, twoi rodzice, Aimee, Niall i na końcu ty. I to jest dokładnie to co się stanie, jeśli nie pójdziesz ze mną i nie wrócisz do Jake'a. - moje oczy wypełniły się łzami i zaczęłam się cała trząść.
- Dlaczego to robisz? - błagałam o odpowiedź. - Dlaczego?
- Pieniądze, skarbie. - wyjaśnił Marcus. - Teraz, chcesz usłyszeć szczegóły naszej małej umowy?
- Nie ma żadnej umowy. - powiedziałam, potrząsając głową. - Kiedy Sam się o tym dowie-
- Jeśli się o tym dowie, dostanie kulkę w łeb. - powiedział prosto Marcus. Zapłakałam bardziej, czując uścisk na żołądku. Nie mogłam uwierzyć, że to się naprawdę działo. Wokół siebie zobaczyłam czarne kropki, a następną rzeczą jaka była to to, że klęczałam na podłodze, a moim ciałem wstrząsały szlochy.
- Jeśli ktokolwiek cię usłyszy, wszyscy zginą. - ostrzegł. - Więc zamknij się i słuchaj. Partnerka Jake'a, Kate, przestanie śledzić Nialla, jeśli tylko do niego wrócisz. Wróć do niego, a wszyscy twoi przyjaciele i rodzina będą bezpieczni. Jeśli nie pójdziesz z nim, wszyscy zginiecie. Osobiście się upewnię, że śmierć będzie powolna i bolesna.
Nie miałam już wątpliwości. Dokładnie wiedziałam co mam robić. Wiedziałam, że muszę być dzielna, chociaż właściwie czułam się sparaliżowana. Jak taki piękny dzień stał się takim koszmarem?
- Zrobię to. - zgodziłam się, wycierając oczy i próbując ukryć swój wygląd. Nie mogłam pokazywać przed nim żadnych emocji, pomimo tego, że załamałam się tuż przed nim. Czułam bicie serca we łzach, słyszałam również jakiś dziwny dźwięk. Wiedziałam, że jeśli nie przytrzymam się za gardło, zwymiotuję wszystko.
- Dobrze. - uśmiechnął się głupkowato Marcus. - Wiedziałem, że od początku będziesz podejmować dobre decyzje.
- Daj mi się chociaż pożegnać. - błagałam, a oczy wypełniły mi się jeszcze bardziej łzami. - Daj mi się pożegnać ten ostatni raz z Aimee i Niallem.
Aimee i Niall. Dwójka ludzi, która wypełniała moje życie i sprawiała, że było czegoś warte, dwójka ludzi, których kochałam najbardziej na świecie. Co ja bez niech zrobię? Zwyczajnie bez nich nie przetrwam.
- Ja- - pobiegłam do łazienki, podniosłam deskę od muszli i opróżniłam całą zawartość żołądka. Moje ręce i nogi były jak z galaretki i nie mogłam przestać się trząść. Przez ten cały czas miałam świadomość, że Marcus nie jest ucieleśnieniem dobra, ale nie sądziłam, że jest częścią jakiejś gry. Cały ten czas, on był zaangażowany w plan Jake'a.
- To obrzydliwe. - powiedział zza moich pleców. - Dam ci pięć minut, żebyś mogła się umyć i wyjeżdżamy.
- Daj mi się pożegnać. - błagałam. Siedziałam na podłodze z okropnym posmakiem w ustach, a po twarzy spływały mi słone łzy. Nigdy nie byłam tak zdesperowana i przestraszona w swoim życiu. - Proszę, po prostu pozwól mi zostać! Niall ma pieniądze lub mogę znaleźć jakiś sposób, by dać ci więcej pieniędzy niż Jake.
- Za późno, księżniczko. - zaśmiał się. To brzmiało perwersyjnie i dziwnie, bo nikt nie zwracał się tak do mnie, oprócz Nialla. Padłam kompletnie na płytki podłogowe, szlochając, ale jednocześnie upewniając się, że nikt mnie nie usłyszy. Jeśli tak by się stało, zostaliby zastrzeleni, tak jak powiedział Marcus. - Pięć minut.
Dobrnął do drzwi i zamknął je za sobą. Podążyłam za nim, od razu blokując drzwi tak szybko jak wyszedł. Musiałam coś szybko wymyślić, bo wiedziałam, że będę musiała wyjechać z Marcusem. Musiałam to zrobić, żeby chronić moją rodzinę.
Rozważałam telefon pod numer 911*, ale moja komórka była w sypialni. I jeśli śmiałabym to zrobić, ryzykowałabym życiem swoich przyjaciół i rodziny, czego nie mogłam zrobić. Ostatnią rzeczą jakiej chciałam była zraniona moja rodzina i to tylko i wyłącznie z mojego powodu.
Nagle, przyszedł mi do głowy pomysł. Podeszłam do zlewu, umyłam twarz (która swoją drogą była strasznie spuchnięta) i chwyciłam eyeliner w płynie, którego nigdy nie używałam. Spuściłam dla zmyłki wodę w muszli i rozwinęłam trochę papieru.
- Proszę, znajdź to. - modliłam się głośno, odwijając więcej papieru, zanim wzięłam kroplę eyelinera. 
Niall, 
Marcus zabrał mnie do Jake'a. Musisz mnie znaleźć. Kocham cię. 
Avery
To był mały i prosty list, ale to wszystko czego potrzebowałam. Wiem, że on tak właściwie nie używa zbyt wiele tego papieru, ale naprawdę się modliłam, by zobaczył tę notkę. Nie mogłam tego zostawiać na wierzchu, bo wiedziałam, że Marcus zacznie przeszukiwać łazienkę.
Po tym jak zwinęłam papier i ułożyłam go tak, by wyglądało jakby nie był ruszany. przyjrzałam się w lustrze i posłałam sobie uspokajający uśmiech. Musiałam być dzielna i chronić moją rodzinę. A najlepszym sposobem, by to zrobić był wyjazd z Marcusem.
- Pięć minut minęło, wpuść mnie! - wrzasnął Marcus, waląc lekko w drzwi. Wstrzymałam płacz i miałam nadzieję, że mi się to udało. Był jakiś inny sposób? Znałam odpowiedź na to pytanie, ale nie mogłam się do niej przyznać.
Otworzyłam drzwi i stanęłam twarzą w twarz z potworem prawie tak samo złym jak Jake. Mówiąc o Jake'u, byłam zaskoczona, że wspomnienie o nim nie przerażało mnie. Myślę, że jedynym powodem było to, że strach jeszcze mnie tak całkiem nie opanował.
- Daj mi się pożegnać. - poprosiłam. - Tylko z Niallem i Aimee.
- Posłuchaj. - zatrzymał się. - Zrobisz dokładnie to co ci powiem, rozumiesz? - pokiwałam posłusznie, wiedząc że muszę go słuchać. Miał broń, przypomniałam sobie. Miał możliwość zabicia mnie jednym szybkim ruchem. - Pójdziesz zadzwonić do Nialla ze swojego pokoju. Zablokuj i zamknij drzwi, upewnij się, że nikt, oprócz mnie nie słyszy. Będę słuchał, tuż obok garderoby, więc nie próbuj niczego zabawnego. Powiesz mu, że przez ten cały czas wykorzystywałaś go dla pieniędzy i nie kochasz go. Ma zatrzymać ze sobą Aimee i że nie chcesz też swojej córki.
Każde słowo sprawiało, że byłam oszołomiona.
- Nie. - wydusiłam. - Proszę, nie mogę mu powiedzieć, że potrzebuję przestrzeni? Dlaczego to musi wyglądać właśnie tak?
- Ponieważ - powiedział prosto Marcus - Jake chce zezłościć Nialla i tym samym być pewnym, że nie będzie cię szukał. Mam również kamerę, więc niczego nie próbuj.
Łzy ściekały mi po twarzy i nie bardzo mnie obchodziło to jak je zatrzymać. Byłam nie tylko przerażona, ale i zła. Tylko że musiałam to zrobić. Nie chciałam ryzykować życia mojej rodziny.
- Kiedy mam to zrobić? - spytałam bez emocji.
- Właśnie teraz. - powiedział Marcus. - Pójdę sprawdzić łazienkę, żeby upewnić się, że niczego nie kombinujesz, a później będę słuchał to co mówisz. Jeśli spróbujesz uciec, zastrzelę i zabiję wszystkich, których kochasz. Sam i Ollie nie mają przy sobie swoich broni, więc nie będą w stanie cię ochronić.
Pokiwałam głową i obserwowałam jak idzie do łazienki. Wtedy, z trzęsącymi się rękoma, poszłam do salonu. Na szczęście dla mnie, głowa Nialla się odwróciła, wtedy gdy drzwi od sypialni się zamknęły. Przywołałam go ręką, nie chcąc nic mówić ze strachu, bo inaczej bym się załamała.
Słyszałam jak za mną idzie. Drzwi się zamknęły, gdy Niall wszedł, a moje serce się złamało. Dlaczego życie było takie okrutne? Czym sobie na to zasłużyłam?
- Co się dzieje, kochanie? - ręce Nialla owinęły mnie z tyłu za talię, a ja zesztywniałam, odpychając go i się odwracając.
- M-my musimy porozmawiać. - wydukałam. - J-ja c-cię nie kocham.
Patrzyłam jak wyraz jego twarzy się zmienia i bałam się, że zaraz coś mu się stanie. Nie zaczął płakać, nie, myślę że był w zbytnim szoku. Zamiast tego, posłał mi spojrzenie bez emocji, które prawie wysłało mnie z powrotem do łazienki.
- Co? - spytał, a jego głos był jak złamany.
- Nie kocham cię. Wykorzystałam cię dla pieniędzy. - zapłakałam, łzy ściekały mi po twarzy jak nieskończony wodospad. - Nie kocham cię, nie chcę z tobą być. Nie chcę ciebie, ani Aimee.
- Proszę, Avery, to nie może być prawda-
- Ale jest. - powiedziałam, chcąc to jak najbardziej skrócić. Byłam całkiem pewna, że dostałam ataku paniki. - Proszę, możesz zatrzymać Aimee? Zajmij się nią, chroń ją. - modliłam się, żeby te słowa nie wpędziły mnie w kłopoty.
- Traktuję ją jak swoją córkę. - zgodził się Niall. - Ale tylko dlatego, że ją kocham. Avery, kocham cię! Kocham cię, Avery Holmes, nie widzisz tego! - nagle mnie pocałował, a ja zaczęłam szlochać i się trząść. Kto wiedział, że tak się stanie?
- Nie. - odparłam, odpychając go od siebie. - Nie kochasz mnie. Zaopiekuj się Aimee, proszę. - błagałam. - Ollie odwiezie mnie na lotnisko i wrócę do Nowego Jorku. Spotka mnie tam ochroniarz.
Niall pokiwał głową, wciąż nie będąc w stanie się chociażby rozpłakać. Czułam się źle, ale powtarzałam sobie, że robię to dla ich bezpieczeństwa. Popatrzyłam mu w oczy, te piękne niebieskie oczy, które wyglądały jakby ktoś zabrał z nich całą radość, chcąc mu powiedzieć co się właśnie działo. Miałam nadzieję, że znajdzie moją małą notkę i że Marcus jej nie znalazł.
- Kocham się. - powtórzył Niall. Poczułam jakby ktoś mnie dźgał tymi słowami prosto w klatkę piersiową, ale nie kłóciłam się z nim. Zamiast tego, pokiwałam głową, chcąc się do niego przytulić, ale też wiedząc co robić.
Musiałam być odważna.
*911 - numer alarmowy w Stanach, telefon do nagłych przypadków

7 komentarzy:

  1. Wow wkońcu się pojawił. Wiedziałam że kiedyś wróci Jake ale nie spodziewałam się takiego rozwoju sprawy. Już nie moge doczekać się kiedy pojawi się kolejny rozdział. Mam taką nadzieje że Niall znajdzie tą krótką notatkę

    OdpowiedzUsuń
  2. O. Mój. Boże
    Next błagam
    Eliza xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Hura Nowy rozdział !! �� Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale mi serce wali. OMFG, zajebiście to tłumaczysz, ja bym tak nie potrafiła. OMFG. Umarłam. Czekam na nexta. OMFG.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy dodacie kolejny rozdział :-( doczekać się nie moge

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy będzie kolejny? Juz dużo czasu minęło 😫

    OdpowiedzUsuń